Drugi dzień wiosny, choć pierwszego jeszcze nie widać

Drugi dzień wiosny 2013, czyli Dębica w śniegu

Drugi dzień wiosny 2013, czyli Dębica w śniegu

Pierwszy dzień wiosny astronomicznej i wiosny kalendarzowej za nami, a pierwszego dnia wiosny klimatycznej ciągle nie widać. Zimy 2012/2013 już nas kilka razy zasypywało, ale też tyle samo razy to wszystko topniało. I gdy już wydawało się, że wiosny astronomiczna, kalendarzowa i klimatyczna spotkają się mniej więcej w tym samym czasie, okazało się, że matka natura postanowiła sobie z nas zakpić.

Dziś, gdy po przebudzeniu wyjrzałem przez okno, wiedziałem już, że na miasto (miałem tam coś do załatwienia) wyskoczę piechtolotem i z aparatem w dłoni. Czas trochę naglił i nadal nagli, więc oto łapcie szybki wpis z szybkimi zdjęciami z szybkiego spaceru, który wiosennym może być tylko z definicji popartej datą w kalendarzu. Tak oto 22 marca 2013 wyglądała Dębica :) A jak u Was? Też zamiast topić Marzannę lepiliście bałwana?

Czytaj całość…

10 stopni mrozu, śnieg i wiśniówka

Transport samochodowy nie wypalił, więc postanowiliśmy jechać autobusem. Naprędce wybraliśmy miejsce, do którego komunikacją zbiorową łatwo jest się dostać i wyruszyliśmy. Anna, Barbara i ja, czyli dwie ładne blondyny i mniej ładny brunet, ale za to najlepiej wyposażony ;)

Sesja nie miała żadnych założeń. Ot, towarzyski spontan, z którego może wyniknąć kilka fajnych zdjęć. I wynikło, a najlepsze zupełnie nieoczekiwanie. Oto ono:

Anka, Baśka i wiśniówka, czyli Anka, Baśka i ja :)

Anka, Baśka i wiśniówka, czyli Anka, Baśka i ja :)

Fajnie było się spotkać w ten dość mroźny, ale pozytywny dzień. Po powrocie mogłem z uśmiechem na gębie wrócić do pracy i obowiązków. Teraz mamy odwilż i – przyznam szczerze – tęskni się mi się za tym śniegiem i kilkustopniowym mrozem. Pozostał mi on nie tylko we wspomnieniach i na zdjęciach – do obejrzenia których zapraszam – ale przede wszystkim na liście życzeń. Tak, chcę jeszcze więcej śnieżnych i mroźnych dni!

Czytaj całość…

Poranek, śnieg, plener i… wilki

Stary, dobry kolega, z którym nie widziałem się od dobrych dziesięciu lat, jakiś czas temu zaproponował wspólny wypad w plener. Abo tak się potoczyło, że obu nas na fotografię dobrze wzięło. Kolega ów wyprowadził się do sąsiedniego miasta, ale od czasu do czasu ma fuchę tutaj i wpada. Umówiliśmy się więc na dziś, na krótki wypad w pobliskie górki, aby zapolować na wschód słońca.

Nie promieniami wschodzącego słońca, a płatkami śniegu przywitał nas poranek. Nie przeszkodziło nam to zbytnio, ponieważ obaj ten wypad potraktowaliśmy towarzysko. I choć pogoda nie wypaliła, a na każdego z nas w perspektywie dnia czekało mnóstwo pracy, to warto było zwlec tak wcześnie dupsko z wyra i ruszyć w śnieg.

Poranek, śnieg, plener i… wilki

Poranek, śnieg, plener i… wilki

Matka Natura najwyraźniej postanowiła wynagrodzić nam brak atrakcji wizualnych i zaskoczyła nas… wilkami. Mniej więcej w okolicach czwartego zdjęcia usłyszeliśmy wyraźne wycie wilków. Trochę zdziwiło nas to, że wilki u nas, w dodatku na takim – dość zaludnionym – terenie, ale jednak. Sarny, lisy czy ptaki takich dźwięków nie wydają. Psy również. To musiały być wilki. I to całkiem niedaleko. Szkoda, że się nie pokazały, bo choć nie miałbym czym zrobić im zdjęcia, to sam widok tych wspaniałych czworonogów na wolności byłby dużym przeżyciem.

Czytaj całość…