10 stopni mrozu, śnieg i wiśniówka

Transport samochodowy nie wypalił, więc postanowiliśmy jechać autobusem. Naprędce wybraliśmy miejsce, do którego komunikacją zbiorową łatwo jest się dostać i wyruszyliśmy. Anna, Barbara i ja, czyli dwie ładne blondyny i mniej ładny brunet, ale za to najlepiej wyposażony ;)

Sesja nie miała żadnych założeń. Ot, towarzyski spontan, z którego może wyniknąć kilka fajnych zdjęć. I wynikło, a najlepsze zupełnie nieoczekiwanie. Oto ono:

Anka, Baśka i wiśniówka, czyli Anka, Baśka i ja :)

Anka, Baśka i wiśniówka, czyli Anka, Baśka i ja :)

Fajnie było się spotkać w ten dość mroźny, ale pozytywny dzień. Po powrocie mogłem z uśmiechem na gębie wrócić do pracy i obowiązków. Teraz mamy odwilż i – przyznam szczerze – tęskni się mi się za tym śniegiem i kilkustopniowym mrozem. Pozostał mi on nie tylko we wspomnieniach i na zdjęciach – do obejrzenia których zapraszam – ale przede wszystkim na liście życzeń. Tak, chcę jeszcze więcej śnieżnych i mroźnych dni!

Czytaj całość…

Poranek, śnieg, plener i… wilki

Stary, dobry kolega, z którym nie widziałem się od dobrych dziesięciu lat, jakiś czas temu zaproponował wspólny wypad w plener. Abo tak się potoczyło, że obu nas na fotografię dobrze wzięło. Kolega ów wyprowadził się do sąsiedniego miasta, ale od czasu do czasu ma fuchę tutaj i wpada. Umówiliśmy się więc na dziś, na krótki wypad w pobliskie górki, aby zapolować na wschód słońca.

Nie promieniami wschodzącego słońca, a płatkami śniegu przywitał nas poranek. Nie przeszkodziło nam to zbytnio, ponieważ obaj ten wypad potraktowaliśmy towarzysko. I choć pogoda nie wypaliła, a na każdego z nas w perspektywie dnia czekało mnóstwo pracy, to warto było zwlec tak wcześnie dupsko z wyra i ruszyć w śnieg.

Poranek, śnieg, plener i… wilki

Poranek, śnieg, plener i… wilki

Matka Natura najwyraźniej postanowiła wynagrodzić nam brak atrakcji wizualnych i zaskoczyła nas… wilkami. Mniej więcej w okolicach czwartego zdjęcia usłyszeliśmy wyraźne wycie wilków. Trochę zdziwiło nas to, że wilki u nas, w dodatku na takim – dość zaludnionym – terenie, ale jednak. Sarny, lisy czy ptaki takich dźwięków nie wydają. Psy również. To musiały być wilki. I to całkiem niedaleko. Szkoda, że się nie pokazały, bo choć nie miałbym czym zrobić im zdjęcia, to sam widok tych wspaniałych czworonogów na wolności byłby dużym przeżyciem.

Czytaj całość…

Zawada nocą

Zawada – wioska leżąca pod Dębicą (woj. podkarpackie), najbardziej znana jest z sanktuarium maryjnego. Mnie tam jednak bardziej kręci dworek i niewielki, XVI zamek (baszta), które obecnie znajdują się w rękach prywatnych. Ogrodzone i strzeżone, od wielu lat niedostępne są dla spacerowiczów. Ale Zawada, to również mocno pofałdowany teren i lasy, po których lubię łazić. I tam właśnie udałem się wczorajszego wieczoru, z aparatem na szyi i statywem w łapie.

Zawada nocą – widok z dróżek w kierunku Stobiernej

Zawada nocą – widok z dróżek w kierunku Stobiernej

Było chłodno, ale nie mroźno – termometr pokazywał 9-10 stopni powyżej zera. Jednak na szczytach zawadzkich pagórków wiało tak mocno, że nawet w solidnej, zimowej kurtce szybko zmarzłem. To silne wietrzysko, bardziej niż mnie we znaki dało się jednak zdjęciom. Nie dociążyłem niczym statywu i przy silnych podmuchach lekko nim telepało. Na zdjęciach nie było tego tak bardzo widać, ale już ruchu drzew w żaden sposób nie da się ukryć.

Czytaj całość…