Franek pierwszy raz u fryzjera

Roczny Franek po raz pierwszy u Fryzjera

Roczny Franek po raz pierwszy u Fryzjera

Ciekawa akcja miała miejsce wczoraj :) Franek, który kilka dni wcześniej obchodził swoje pierwsze urodziny, zaliczył kolejny „pierwszy raz” w swoim życiu. Tym razem była to pierwsza wizyta u fryzjera :) Franek stanął na wysokości zadania i nie zawiódł swoich rówieśników: nie dał się łatwo. Ani specjalny dziecięcy fotel-misio, ani maskotka nie pomagały w podejściu do Franka. Skuteczniejszym orężem okazał się być filmik na wyświetlaczu komórki i ładowarka do tejże.

Franka zapatrzonego w film i z ładowarką podłączoną do buzi udało się w końcu ostrzyc. Pierwszy obcięty kosmyk włosów mama Franciszka zachowała sobie na pamiątkę, a wujek Marcin wszystkie te chwile zachował dla wszystkich na zdjęciach. Śmiało można zameldować wykonanie zadania. Przy okazji gorąco polecam salon fryzjerski, w którym Franek poznał, kto to fryzjer: Salon Fryzjerski „Basia”, Dębica, ul Rzeszowska 16 (II piętro) – link. Duże wrażenie zrobiło na mnie doświadczenie, praca i podejście fryzjerki – Basi – do tak małych.

Czytaj całość…

Aga i Oskar – offroadowa jazda po ruinach

Aga i Oskar - sesja w ruinach bazy wojskowej

Aga i Oskar – offroad

A oto i kolejny wpis będący efektem kolejnej sesji kolejnych zakochanych w kolejnych ruinach :) Tym razem poznajcie Agnieszkę i Oskara, których miałem frajdę fotografować wczoraj, w ruinach radzieckiej bazy wojskowej, z której tak naprawdę niewiele już zostało. Mimo niesprzyjających warunków pogodowo-klimatycznych z sesji jesteśmy zadowoleni. Na planie luz, spontan i sporo zabawy podporządkowanej fotografii, a na zdjęciach klimat, jaki panował podczas sesji :)

Czytaj całość…

Zakupowe buractwo – część 2.

Od poprzedniego wpisu o Polaków zakupowym chamstwie (link) minęły trzy miesiące. Przez ten czas wielokrotnie robiłem zakupy w tzw. wielkopowierzchniowych sklepach, gdzie najłatwiej natrafić na ślady zwykłego, ludzkiego buractwa. Przyznam szczerze, że robienie zdjęć sklepowym regałom, na których „coś nie pasuje”, weszło mi w nawyk. Wzrok mam wyostrzony i nie waham się wyjąc telefonu, by uwieczniać kolejne przykłady na to, jakimi bucami potrafią być klyjenci hypermaketów.

Zakupowe buractwo – część 2.

Zakupowe buractwo – część 2.

Czytaj całość…

Zakupowe buractwo

Łomoszoping (a co to?) powraca na łamy bloga. Tym razem jest to secik składający się z tuzina zdjęć przedstawiających radosną twórczość rodzimych zakupowiczów: Polaków, europejczyków, ludzi kulturalnych, nowoczesnych, ludzi wytykających wady innym i lubiących czuć się lepszymi od innych.

Buraki na zakupach jedzą brzoskwinie

Buraki na zakupach jedzą brzoskwinie

Mam nadzieję, że jakimś cudem burak jeden z drugim rozpozna się na poniższych zdjęciach i przeczyta, jakim to burakiem jest. Odpicowany, z piersią wypiętą podbija markety, a taka słoma w butach, że nic, tylko zapalone zapałki rzucać. Jak się bucom spieszy, to niech w ogóle tak dużych sklepów nie odwiedzają. Długimi kwadransami pchają przed sobą wózki, a szkoda im krótkiej chwili na to, aby nie przysparzać pracy tym, którzy za psi pieniądz zapieprzają przez to, że takie jaśnie buractwo pragnie poczuć się jak u siebie, robiąc chlew dookoła.

Czytaj całość…

Jak krople wody… w fontannie

Ostatnimi czasy bardzo zapracowany jestem, co niestety negatywnie odbija się na mojej aktywności na blogu. Na tym i na pozostałych. Same ważne sprawy, trudne zagadnienia, ciężkie główkowanie i oczy wlepione w monitor, a dupsko w fotel.

Tydzień temu, we czwartek, tuż przed północą odezwała się do mnie Kaśka: a może byśmy wreszcie zrobili tę sesyjkę? Kiedy? Jutro. Jutro rano… Ok! Ale bardzo rano. Gdzie? W Rynku. Bo akurat jakiś pomysł na to miejsce od jakiegoś czasu w głowie mi się poniewierał…

Przepracowany, po zarwanej nocy, ale uśmiechnięty i głodny zdjęć stawiłem się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonym czasie. Taaak, bardzo chciałem zdjęcia robić. A tu dwie siostrzyczki bliźniaczki: Aga i Kaśka, podobne do siebie jak dwie krople wody… a w fontannach takich kropli jeszcze więcej! Do tego mnóstwo cienia i tylko gdzieniegdzie nieśmiało przebijało się poranne słońce. No to do dzieła!

Jak krople wody w fontannie

Jak krople wody w fontannie

Zdjęć zrobiliśmy mnóstwo: w Rynku i w pobliskim parku również. W tym wpisie ograniczę się jedynie do zdjęć przy i w fontannach. Później zmęczenie coraz bardziej dawało mi się we znaki i z tego wszystkiego kilka baboli zrobiłem. Odratowałem w postprodukcji, ale już sama świadomość popełnionych błędów nie pozwala mi się cieszyć z tych zdjęć. A z tych poniżej zadowolony jestem. Są, jakie być miały: lekkie, luźne i trochę spontaniczne kadry – dokładnie takie, jaka cała ta nasza poranna sesyjka :)

Czytaj całość…

Szczur

Nigdy specjalnie nie zastanawiałem się nad tym, czy i jakiemu zwierzęciu będę robił zdjęcia, ani jak taka sesja będzie wyglądać. Kotu? Psu? Nie interesowało mnie to, bo i po co? No, koty są wdzięcznym tematem – tak wdzięcznym, jak oklepanym. Gdyby mnie ktoś jednak poprosił o zdjęcia swojego kociego pupila, to zgodziłbym się. I to właściwie jedyny wniosek, do jakiego doszedłem dywagując o fotografii zwierząt.

Szczur w przyblokowym trawniku

Szczur w przyblokowym trawniku

Życie pisze swoje własne scenariusze i nierzadko o tym przypomina nam – panom własnego losu :) I taki kolejny scenariusz odegrałem dziś, bo reżyser wykorzystał moją spostrzegawczość i fakt, że zwykle oczy mam dookoła głowy, a sprzęt pod ręką, gotowy do akcji w ciągu kilku sekund.

I tak było i tym razem. Wyjrzałem przez okno i moja uwagę przykuło brązowe coś, co kokosiło się w przyblokowym trawniku. Jeż? Szczeniak? Jakiś domowy gryzoń? Kociak? Rozejrzałem się dookoła, ale nie zauważyłem nikogo, kto mógłby być właścicielem tego stworzenia. „To musi być coś dzikiego i bez względu na to, czym się to żyjątko okaże być, już jest ono dla mnie interesującym obiektem. Nie każdego dnia, przed samą klatką, w centrum osiedla, wyleguje się w słońcu taki mały dzikus”.

Czytaj całość…

Stregesti Studio – studio nagrań

Nigdy nie wiesz, co cię w życiu czeka. Można być pewnym, że czegoś nigdy nie będzie się robić, by za kilka, kilkanaście lat tę pewność  przed samym sobą odszczekać. To jednak i tak pikuś, ponieważ czasem przychodzi robić rzeczy, które nigdy by nawet przez myśl nie przeszły.

Kiedyś z Draqiem nagrywaliśmy rap. Do głowy by mi wtedy nie przyszło, że choć za kilka lat z muzyką się rozstanę, to u Draqa i tak będę bywał w bardziej ambitnych celach, niż piwko czy wódka :) Gdyby lat temu kilka ktoś powiedział mi, że w styczniu 2012 Draqu oficjalnie otworzy swoje własne studio nagrań, a ja tam będę w charakterze fotografa, to na bank skwitowałbym to śmiechem. A jednak…

Studio nagrań dźwiękowych Stregesti Studio

Studio nagrań dźwiękowych Stregesti Studio

W dalszej części wpisu obejrzycie kilka zdjęć z Stregesti Studio, na samym końcu wpisu znajdziecie ciekawostkę w postaci linków do dwóch kawałków tandemu Ja&Draqu, a na stronę studia nagrań traficie za pośrednictwem adresu http://stregesti.com

Czytaj całość…

Spieszmy się kochać jesień…

Są takie chwile, kiedy chciałbym być profesjonalistą. Zawodowcem, którego pracą jest robienie zdjęć. Mógłbym przestawić zegar biologiczny i w normalnych porach, w trakcie pracy, móc chwytać obrazki, których normalnie nawet nie mam okazji zobaczyć.

Śpię do późna, bo do późna pracuję. Nocą nikt mi nie przeszkadza i nic mnie nie rozprasza, więc swobodnie zasuwam sobie przy komputerze, a gdy czuję się zmęczony – kładę się spać. Przesypiam wschody słońca i poranne mgiełki, na które mógłbym się budzić, gdybym sypiał według zasad demokratycznych.

Rzadko zdarzają się takie poranki, o których jestem wypoczęty, rześki i pełny energii na równi z BLM-1 w aparacie. Kilka dni temu tak się szczęśliwie złożyło, że koło północy uciąłem siebie dwugodzinną drzemkę i o świcie miałem jeszcze sporo paliwa. Ubrałem się więc i z aparatem na ramieniu wyruszyłem na miasto.

Spieszmy się kochać jesień…

Spieszmy się kochać jesień…

Tym razem celem nie byli ludzie i kontekst ich otaczający, ale jesień. Ta wspaniała i piękna pora roku, której uroda łatwo przemija. Padało i wiało niedawno, ale kolorowe czapy liści na szczęście jeszcze się ostały. To o nie chodziło. O zielono-brązowo-czerwono-złote barwy jesieni, których mogę już nie mieć okazji fotografować tego roku. Wolałem zrobić to tego dnia, niż przy jakimś pechu nie zrobić tego wcale.

Trochę tej jesieni przyniosłem w aparacie. To jest moja jesień, uchwycona tak, jak ją widziałem i jak umiałem. Może dzięki temu odwróci się karta i mniej będzie w moim życiu chwil, w których zazdroszczę zawodowcom?

Czytaj całość…

Draconica w Domu Dziecka „Hanka”

„Nie znacie dnia, ani godziny” idealnie pasuje do wczorajszej historii związanej z występem Grupy Tancerzy Ognia „Draconica” i mojego w tym uczestnictwa. Było coś po godz. 17, a ja – nieświadom czasu – tonąłem w zawartości plików nowego bloga, który już niebawem ujrzy światło dzienne. W pewnym momencie zerknąłem sobie na fejsbuka, a tam czekała na mnie wiadomość prywatna. Karzeł z Draconiki pisał, że za niecałe trzy godziny rozpoczną występ dla dzieci z Domu Dziecka „Hanka” i żebym wpadł, jak mam czas/chęci/możliwość. „No fajnie” – pomyślałem – „ale ja prądu nie mam! Akumulatory puste, a ten w aparacie ciągnie na oparach”.

Draconica dla wychowanków Domu Dziecka Hanka w Dębicy

Draconica dla wychowanków Domu Dziecka Hanka w Dębicy

4-5 godzin trwa pełne ładowanie, więc w 2 dobiję jakąś połowę + opary… Ładowarka poszła w ruch, a Karzeł wyjaśnił, że ten występ zaklepali w ostatniej chwili i nawet nie mieli czasu na puszczenie famy po mediach. Był moment wahania „jechać czy nie jechać”, ale wątpliwości rozwiała myśl o tym, że będę mógł się sobie zrehabilitować za zdjęcia z finału WOŚP (link), które spieprzyłem swoimi eksperymentami z lampą i zbyt długimi czasami migawki. Niby nikt mi tego nie wytykał, ale ja sam źle się z tym czułem. I teraz jestem prawie zadowolony. „Prawie” by nie było, gdybym ciut dłużej naświetlał kadry, ale nic to. Aparat wydawał dźwięki jak grzechotka od ciągłego pśtykania i kręcenia kręciołkami, występ został uwieczniony, a dzieciaki z „Hanki” zadowolone. Jednym słowem: dobrze było! I szacun dla Draconiki za takie występy, jak ten! :)

Czytaj całość…

Pomnik Chrystusa Króla w Małej oraz wieża widokowa w Głobikowej

Tym razem poczęstuje Was kilkunastoma zdjęciami z wczorajszej, popołudniowej wycieczki w dwa ciekawe, sąsiadujące z sobą miejsca, położone na granicy powiatów dębickiego i ropczycko-sędziszowskiego. Pogoda ładna, słonko, cieplutko, przez co trudno oprzeć się lenistwu i jakiejś takiej atmosferce piknikowej… ahh ;)

Pomnik Chrystusa Króla w Małej

Pomnik Chrystusa Króla w Małej

Zacznę od pomnika Chrystusa Króla znajdującego się w Małej (powiat ropczycko-sędziszowski, woj. podkarpackie). Pomnik znajduje się na sporym wzniesieniu i dojechać doń nietrudno. Jeśli już trafi się do Małej, należy w okolicach kościoła (blisko szkoły) wypatrywać drogowskazu „Pomnik Chrystusa Króla”.

Jadąc w kierunku wskazanym przez znak dojedzie się na szczyt wzniesienia i tam, po prawej stronie jezdni, należy wypatrywać znaku informującego o tym, że od jego miejsca do pomnika jest 260 metrów piechotką.

W życiu jest tak, że znaki/wytyczne swoje, a ludzie swoje. Przed samym pomnikiem znajduje się niewielki, wybrukowany placyk, na którym swobodnie mogą parkować trzy samochody osobowe. I parkują: nie tylko osobówki, ale i jednoślady. Ludzi, szczególnie w niedzielę, jest tu sporo – co widać na zdjęciach.

Przez pomnikiem postawiono dwie ławeczki, które skierowane są w tę stronę, w którą patrzy Jezus. Choć ten patrzy jednym okiem, bo drugie ma poważnie uszkodzone. Prawdopodobnie jest to sprawka pioruna, który niedawno przyfanzolił w pomnik. W tym samym zdarzeniu ucierpiał również klosz latarni stojącej w bezpośrednim sąsiedztwie figury Chrystusa.

Z kościółka wybudowanego u stóp wzniesienia z pomnikiem prowadzi ścieżka, wzdłuż której stoją krzyże. Prawdopodobnie jest do droga krzyżowa, której ostatnia stacja stoi przy prawej ławce (patrząc na wprost pomnika). A teraz zdjęcia. Na drugim i trzecim widać, że Jezus jest lekko obrócony w bok. Miałem przez to spory zgryz, bo z okiem wlepionym w wizjer przez długi czas szukałem symetrii, której tu po prostu brakuje :)

Czytaj całość…