Opera „Napój miłosny” – poza sceną

Opera Napój miłosny - od kulis

Opera „Napój miłosny” – od kulis

Były oficjalne zdjęcia z premiery opery (link), a teraz czas na coś specjalnego :) Pół setki zdjęć, na których zobaczycie, co działo się wszędzie, tylko nie tam, gdzie skupiona była uwaga publiczności. Zdjęcia z korytarzy, z szatni i sali prób, zdjęcia z pomieszczeń technicznych i zza sceny, w końcu zdjęcia z sali widowiskowej, ale z innej perspektywy :)

Łażąc po całym budynku Domu Kultury „Mors” miałem okazję utwierdzić się w przekonaniu, że praca artystów występujących w takim spektaklu jest równie ciężka, jak praca fotografa. Wielu wydaje się, że „to żaden wysiłek stać i gadać albo pstrykać zdjęcia, niech idą do łopaty – to jest wysiłek”. Tym, którzy tak myślą, obwieszczam tu i teraz: po kilku godzinach fotografowania marzę chwilami o tym, żeby móc zamienić aparat na łopatę i móc zwolnić umysł z intensywnego myślenia i mięśnie z niewygodnych póz i po prostu machać sobie tą łopatą tak, jak mi najwygodniej.

Podobnie jest z pracą artystów: zaduch na scenie, nie zawsze wygodne i przewiewne stroje, intensywna praca ciałem i nie mniej intensywna praca głową. I to jest to, co publiczność widzi. A jest jeszcze to, czego publiczność nie widzi. Przed spektaklem: każdorazowo długie i żmudne przygotowania, rozgrzewki, charakteryzacja itp., mnóstwo rekwizytów do ogarnięcia i w końcu poukładania każdego i wszystkiego na swoim miejscu i w swojej kolejności i wyjście na scenę. A co na scenie? To wszyscy widzą. A co, gdy artyści ze sceny znikają? Wielu siada, gdzie się da, wachluje się tym, co ma pod ręką (szczęśliwi posiadacze kapeluszy), a osoby odpowiedzialne za rekwizyty już szykują kolejne ich zestawy do kolejnych scen. Praca wre cały czas – nawet wtedy, gdy na scenie znajduje się jedna aktorka i akurat gra śpiącą królewnę.

Zapraszam do obejrzenia galerii „poza sceną”. To zaledwie niewielki ułamek tego, co podczas jednego spektaklu się dzieje. Musiałbym odwiedzić ich z dziesięć i każdy w całości przesiedzieć w jednym miejsc, aby dobrze udokumentować ogrom pracy i zamieszania, jakie towarzyszą takiej sztuce.

Czytaj całość…

Franek pierwszy raz u fryzjera

Roczny Franek po raz pierwszy u Fryzjera

Roczny Franek po raz pierwszy u Fryzjera

Ciekawa akcja miała miejsce wczoraj :) Franek, który kilka dni wcześniej obchodził swoje pierwsze urodziny, zaliczył kolejny „pierwszy raz” w swoim życiu. Tym razem była to pierwsza wizyta u fryzjera :) Franek stanął na wysokości zadania i nie zawiódł swoich rówieśników: nie dał się łatwo. Ani specjalny dziecięcy fotel-misio, ani maskotka nie pomagały w podejściu do Franka. Skuteczniejszym orężem okazał się być filmik na wyświetlaczu komórki i ładowarka do tejże.

Franka zapatrzonego w film i z ładowarką podłączoną do buzi udało się w końcu ostrzyc. Pierwszy obcięty kosmyk włosów mama Franciszka zachowała sobie na pamiątkę, a wujek Marcin wszystkie te chwile zachował dla wszystkich na zdjęciach. Śmiało można zameldować wykonanie zadania. Przy okazji gorąco polecam salon fryzjerski, w którym Franek poznał, kto to fryzjer: Salon Fryzjerski „Basia”, Dębica, ul Rzeszowska 16 (II piętro) – link. Duże wrażenie zrobiło na mnie doświadczenie, praca i podejście fryzjerki – Basi – do tak małych.

Czytaj całość…

Uroczystości Patriotyczno – Religijne na Górze Śmierci – zdjęcia

Uroczystości Patriotyczno - Religijne na Górze Śmierci - foto

Uroczystości Patriotyczno – Religijne na Górze Śmier

25 kwietnia na Górze Śmierci w Pustkowie Osiedlu odbyły się coroczne Uroczystości Patriotyczno – Religijne, których celem jest upamiętnienie i oddanie hołdu wszystkim pomordowanym w obozie pracy przymusowej, który znajdował się u stóp Góry Śmierci. Na jej wzgórzu znajdował się magazyn ciał zabitych i zmarłych więźniów obozu, które później palono na stosie obok.

Jak co roku, tak i w tym na uroczystości przybyło mnóstwo osób reprezentujących świat polityki i służby mundurowe. Nie zabrakło również najznakomitszych gości: kombatantów i byłych więźniów obozu. To ich widok wzbudzał we mnie największe, trudne do opisania emocje. Od największego szacunku, przez podziw do uczucia przypominającego zawstydzenie, onieśmielenie. Niesamowite, silne, wspaniałe charaktery. Oni nie poddawali się i walczyli, by było lepiej, a dziś na próżno szukać takich, po których można by się spodziewać takich postaw. Dziś nikomu się nie chce, każdy w imię własnego wygodnictwa woli zamienić matkę na inną.

Gdy uroczystości na Górze Śmierci dobiegły końca, organizatorzy zaprosili gości do siedziby Centrum Kultury i Bibliotek Gminy Dębica, by tam mogli posilić się żurkiem i napoić sokiem owocowym, herbatą lub kawą. Na stołach nie zabrakło też czegoś na słodko, w sali obok czekała wystawa zdjęć mojego autorstwa, poświęcona Ekspozycji Historyczno – Dydaktycznej przy Górze Śmierci. Na wystawę tą składa się ponad siedemdziesiąt zdjęć, które każdy zainteresowany będzie mógł oglądać do końca maja w siedzibie Centrum Kultury i Bibliotek Gminy Dębica (Pustków Osiedle).

Wpis ze zdjęciami z wystawy pojawi się na fotoblogu za jakiś czas, natomiast zdjęcia z wernisażu możecie zobaczyć na blogu Wsubiektywie.pl (bezpośredni link do wpisu). A teraz już zapraszam do obejrzenia fotorelacji z tegorocznych Uroczystości Patriotyczno – Religijnych na Górze Śmierci – ponad setka zdjęć czeka na obejrzenie.

Czytaj całość…

Ewelina i Darek – przedślubna sesja „last minute”

Ewelina i Darek - przedślubna sesja w skąpanym w słońcu lesie :)

Ewelina i Darek – przedślubna sesja „last minute” w skąpanym w słońcu lesie :)

Poznajcie Ewelinę i Darka – bohaterów sesji z gatunku tych, które wyjątkowo długo będę pamiętał :) Nie przypominam sobie szybszej akcji: w chwili robienia ostatnich zdjęć mijała… doba od naszego pierwszego kontaktu.  Bezchmurne niebo, ostre, popołudniowe słońce i drzewa, których łyse korony nie dawały ani szklaneczki cienia – warunki wybitnie nie sprzyjające fotografowaniu. A czas tak bardzo naglił, że nie było opcji wybrać innego dnia, czy choćby zaczekać do zachodu słońca. Ba! Nie pozwalał nawet  zapomnieć o zegarkach, kiedy ich tykaniu towarzyszył już dźwięk migawki. O ile z warunków pogodowych nie mogę być zadowolony, o tyle bardzo cieszy mnie zadowolenie przesympatycznej pary ze zdjęć, bo w tak szybkim tempie udało się nam zrealizować plan :)

Czytaj całość…

Anita i Maciek – sesja na polu bitwy

Anita i Maciek w piwnicach poradzieckiej bazy wojskowej

Anita i Maciek w piwnicach poradzieckiej bazy wojskowej

We wczorajsze, niedzielne przedpołudnie postanowiliśmy urządzić sobie sesyjkę zdjęciową. Za cel obraliśmy sobie ruiny bazy wojskowej, w której niedawno fotografowałem… również zakochanych. Nie lubię wtórności, dlatego w głowie układałem sobie nowe kadry, bo w tym samym miejscu móc zrobić całkowicie nowe zdjęcia. Plan zrodził się całkiem ambitny, ale pokrzyżowało go towarzystwo, jakie na miejscu zastaliśmy.

Nasz plan zdjęciowy służy także za pole bitwy miłośnikom paintaballa i ich obecność wczoraj specjalnie mnie zdziwiła: pierwsza naprawdę wiosenna niedziela jest doskonałym czasem na otwarcie na dobre sezonu na strzelaniny. Kilkadziesiąt chłopa i to prawdziwych zapaleńców (zaawansowane karabinki, radiostacje, fachowy ubiór) przyjechało kilkunastoma samochodami na blachach z kilku województw…

Bardzo pozytywnie to wyglądało, ale jeszcze fajniejsze było to, że bitwę rozpoczęli nieco dalej, zostawiając nam na pewien czas ten jeden kawałek terenu, byśmy mogli sobie zdjęcia zrobić. Korzystaliśmy więc i pstrykaliśmy słysząc, jak powoli zbliżają się do nas. Było nawet tak, że my w jednym budynku, oni w budynku obok, a gdy my w kolejnym budynku, to oni w tym, który przed chwilą opuściliśmy. W tle ostatniego zdjęcia co chwilę przebiegał ktoś z jednej ekipy i po zmajstrowaniu kadru zamierzaliśmy nawet chwilę poczekać, aż znowu ktoś przebiegnie robiąc drugi plan, ale ryzyko oberwania farbą rosło z sekundy na sekundę, więc po chwili ewakuowaliśmy się do samochodu :)

Sesję uważamy za udaną: plan zrobienia zupełnie nowych zdjęć w tym samym miejscu zrealizowałem, zakochani z efektów są zadowoleni, a ja już ostrzę sobie zęby na kolejne fotograficzne wypady. Tymczasem zapraszam Was do obejrzenia wybranych kadrów z wczorajszej sesji… z odgłosami bitwy w tle :)

Czytaj całość…

Ania i Mateusz

Mateusz i Miś - dziecięca sesja zdjęciowa

Chyba każdy miał takiego kumpla w dzieciństwie, ale raczej nie każdy był do niego aż tak bardzo podobny ;)

Ania i Mateusz – rodzeństwo, w którym to ona jest starsza, a on młodszy. W dniu sesji to ona nie mogła doczekać się wujka z aparatem, a on miał tę sesję daleko gdzieś. I to on – gdy przyszło co do czego – okazał się być lepszym i bardziej cierpliwym modelem, podczas gdy ona – tak strasznie wyczekująca zdjęć – stała się dla obiektywu celem niemal nieuchwytnym :)

Czytaj całość…

Zakupowe buractwo – część 2.

Od poprzedniego wpisu o Polaków zakupowym chamstwie (link) minęły trzy miesiące. Przez ten czas wielokrotnie robiłem zakupy w tzw. wielkopowierzchniowych sklepach, gdzie najłatwiej natrafić na ślady zwykłego, ludzkiego buractwa. Przyznam szczerze, że robienie zdjęć sklepowym regałom, na których „coś nie pasuje”, weszło mi w nawyk. Wzrok mam wyostrzony i nie waham się wyjąc telefonu, by uwieczniać kolejne przykłady na to, jakimi bucami potrafią być klyjenci hypermaketów.

Zakupowe buractwo – część 2.

Zakupowe buractwo – część 2.

Czytaj całość…

Zakupowe buractwo

Łomoszoping (a co to?) powraca na łamy bloga. Tym razem jest to secik składający się z tuzina zdjęć przedstawiających radosną twórczość rodzimych zakupowiczów: Polaków, europejczyków, ludzi kulturalnych, nowoczesnych, ludzi wytykających wady innym i lubiących czuć się lepszymi od innych.

Buraki na zakupach jedzą brzoskwinie

Buraki na zakupach jedzą brzoskwinie

Mam nadzieję, że jakimś cudem burak jeden z drugim rozpozna się na poniższych zdjęciach i przeczyta, jakim to burakiem jest. Odpicowany, z piersią wypiętą podbija markety, a taka słoma w butach, że nic, tylko zapalone zapałki rzucać. Jak się bucom spieszy, to niech w ogóle tak dużych sklepów nie odwiedzają. Długimi kwadransami pchają przed sobą wózki, a szkoda im krótkiej chwili na to, aby nie przysparzać pracy tym, którzy za psi pieniądz zapieprzają przez to, że takie jaśnie buractwo pragnie poczuć się jak u siebie, robiąc chlew dookoła.

Czytaj całość…

Konrad

Właściwie nie umiem robić zdjęć dzieciom. Nie mam własnych by na nich ćwiczyć, ani też nie przebywam na co dzień z nimi, by mieć okazję trenować.

Właściwie daleko mi do Kingi vel. Głosu z Damskiej Szatni, która znakomicie fotografuje maluchy – w tym miejscu zapraszam na jej stronę – KLIK.

Właściwie nie wiedziałem, jak lepiej zacząć ten wpis. Po prostu zrobiłem garść zdjęć synkowi Patrycji, z którą umówiłem się na mały, ciążowy plener. Nikt, poza mamusią, jeszcze nie wie, czy za cztery miesiące Konrad będzie miał siostrę czy brata. ;)

Konrad w basenie i jego szalona mama :)

Konrad w basenie i jego szalona mama :)

Zanim wybiorę i wrzucę kilka zdjęć Patrycji, zobaczcie Konrada. Możecie zrzędzić i wybrzydzać – nie mam ciśnienia na tę dziedzinę, więc na pewno ciął się nie będę, jeśli zmieszacie mnie choćby z wodą z konradowego basenu. :) Kadry oryginalne, bo nie lubię wycinanek.

Czytaj całość…

Muffin – sesja zdjęciowa #0,5

Muffin

Muffin

Pamiętacie zespół Muffin, którego koncert fotografowałem przed trzema tygodniami (klik)? Owego dnia, przed koncertem, zamierzaliśmy popełnić małą sesję zdjęciową, ale z racji sporych obsuw w programie imprez i wynikającego z tego braku czasu przełożyliśmy sobie plener na inny termin.

Tym innym terminem stał się wtorek 21 czerwca. Członkowie zespołu mieli się pozjeżdżać ze swoich miast (Rzeszów, Tarnobrzeg, Sandomierz i Dębica – miejsce spotkania) i radosną grupką, z rekwizytem wymagającym samochodu z dużą paką, mieliśmy wyruszyć w plener.

Z ambitnego planu wyszła lipa: załatwiony samochód z paką nie sprostał zadaniu, a na bagażowe TAXI nie udało się nam dodzwonić. Zbliżało się południe, słońce raz po raz wyłaziło zza chmur, by na moment ponownie się z nimi skryć… normalnie ręce mi opadały na myśl o tak beznadziejnej porze na fotografowanie sześcioosobowej grupki.

Skoro genialny nasz pomysł na sesję nie wypalił, pozostało nam zaimprowizować coś na szybko. Niektórzy lada godzina powinni być w drodze ku swoim miastom i czekających w nich ważnym sprawom.

Zdecydowaliśmy się pojechać na most kolejowy w Dębicy nad rzeką Wisłoką, tzw. „Żelazny most”. Obiekt tak imponujący, jak charakterystyczny niemal gwarantował „sukces” – jeśli za takowy wziąć tych kilka zdjęć, które Muffini sobie wybiorą. Te wybrane kadry dostaną jeszcze jedną szansę w RawTherapee, ale to dopiero po kolejnej sesji. I może poprawimy zdjęcie z jadącym pociągiem. Nie miałem filtra ND, a z polarem zabierającym 1EV w tym słońcu udało mi się wydłużyć czas zaledwie do 1/25s (iso100, f/22)

Cóż rzec o zdjęciach? Lekko nie było :) Wspomagałem się lampą i filtrem polaryzacyjnym, te same perspektywy robiłem z różnymi ustawieniami kołowego CPL i z różnymi ogniskowymi. Efekt dla mnie zadowalający, choć nie ukrywam, że poczułem niedosyt, gdy te zdjęcia zobaczyłem na monitorze. Parę nowych pomysłów przyszło do głowy, ale chyba ciut za późno :)

Zapraszam do obejrzenia 16 wybranych przeze mnie kadrów, wśród których znajdziecie zarówno luźne strzały, jak i zdjęcia z mostu (główna sesja), parkingu przy cmentarzu na Wielopolskiej (tzw. „panorama”, wiele tam nie zdziałaliśmy, bo na miejscu zastaliśmy nieciekawe towarzystwo i syf przez nich spowodowany) oraz w lesie w Zawadzie, gdzie chciałem zrealizować taki swój jeden patencik, który powstał jesienią ubiegłego roku, a do którego wykorzystywałem drzewa przy wjeździe do lasu, które to drzewa jakoś tak niedawno wycięto… Pozostały nam pniaki, a mi dodatkowy powód do gdybania.

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ta bezowocna wyprawa do lasu jest tylko pozornie bezowocną: na miejscu wypatrzyliśmy sobie miejsce, w które następnym razem przyjedziemy z naszym wielkim rekwizytem :) A teraz zdjęcia, które możecie potraktować jako taką małą zapowiedź sesji #1.

Czytaj całość…