Zawada nocą

Zawada – wioska leżąca pod Dębicą (woj. podkarpackie), najbardziej znana jest z sanktuarium maryjnego. Mnie tam jednak bardziej kręci dworek i niewielki, XVI zamek (baszta), które obecnie znajdują się w rękach prywatnych. Ogrodzone i strzeżone, od wielu lat niedostępne są dla spacerowiczów. Ale Zawada, to również mocno pofałdowany teren i lasy, po których lubię łazić. I tam właśnie udałem się wczorajszego wieczoru, z aparatem na szyi i statywem w łapie.

Zawada nocą – widok z dróżek w kierunku Stobiernej

Zawada nocą – widok z dróżek w kierunku Stobiernej

Było chłodno, ale nie mroźno – termometr pokazywał 9-10 stopni powyżej zera. Jednak na szczytach zawadzkich pagórków wiało tak mocno, że nawet w solidnej, zimowej kurtce szybko zmarzłem. To silne wietrzysko, bardziej niż mnie we znaki dało się jednak zdjęciom. Nie dociążyłem niczym statywu i przy silnych podmuchach lekko nim telepało. Na zdjęciach nie było tego tak bardzo widać, ale już ruchu drzew w żaden sposób nie da się ukryć.

Czytaj całość…

Zakupowe buractwo

Łomoszoping (a co to?) powraca na łamy bloga. Tym razem jest to secik składający się z tuzina zdjęć przedstawiających radosną twórczość rodzimych zakupowiczów: Polaków, europejczyków, ludzi kulturalnych, nowoczesnych, ludzi wytykających wady innym i lubiących czuć się lepszymi od innych.

Buraki na zakupach jedzą brzoskwinie

Buraki na zakupach jedzą brzoskwinie

Mam nadzieję, że jakimś cudem burak jeden z drugim rozpozna się na poniższych zdjęciach i przeczyta, jakim to burakiem jest. Odpicowany, z piersią wypiętą podbija markety, a taka słoma w butach, że nic, tylko zapalone zapałki rzucać. Jak się bucom spieszy, to niech w ogóle tak dużych sklepów nie odwiedzają. Długimi kwadransami pchają przed sobą wózki, a szkoda im krótkiej chwili na to, aby nie przysparzać pracy tym, którzy za psi pieniądz zapieprzają przez to, że takie jaśnie buractwo pragnie poczuć się jak u siebie, robiąc chlew dookoła.

Czytaj całość…

Zaraź się koszykówką – III edycja – zdjęcia

Ufff, działo się! Trzecia – i jak do tej pory najlepsza – edycja turnieju ulicznej koszykówki za nami! Słowa uznania – naprawdę wielkiego uznania – kieruję do wszystkich, którzy przyczynili się do tego, że ta impreza była właśnie taka! Organizatorzy, sponsorzy, prowadzący i sami zawodnicy – dla Was wszystkich wielkie brawa!!!

Nie wiem czy i jakimi kanałami dotrą do Was zdjęcia, dlatego też w tym wpisie opublikuję więcej, niż zamierzałem. Zamiast zgrabnego „best of the best” publikuję galerię złożoną z różnych zdjęć, abyście mogli się na nich znaleźć i zobaczyć możliwie dużo z miejsc i sytuacji, w których i przy których być nie mogliście.

Zaraź się koszykówką 2012

Zaraź się koszykówką 2012

Krótko o turnieju: impreza tradycyjnie odbyła się w Dębicy na „Orliku” w Ogródku Jordanowskim. W III edycji wzięły udział 32 drużyny z różnych części naszego pjyknego kraju. Imprezę swoimi pokazami uświetnili Krystian Herba oraz grupy Yclan i Flow Fever. Pamiętać należy również o genialnym prowadzącym, który finał mini turnieju w „kamień, nożyce, papier” potrafił nakręcić do tego stopnia, że ktoś postronny mógł pomyśleć, że oto właśnie odbywają się finały BOTY albo WBW :)

Spore emocje wzbudziła również konkurencja „rzut świnią” (taką gumową, chrumkającą, do kupienia np. w Kauflandzie). Próbujący swoich sił w rzucie kabaniną mogli przekonać się, że nie jest to takie proste, jak by się mogło z pozoru wydawać. Próbowali więc swoich sił i symbolicznymi opłatami za start zapełniali skarbonkę, której zawartość przekazana zostanie na szczytny cel.

Na miejscu było jedzenie (auto-pizza), była zwyżka (taki samochód z podnośnikiem), ale niestety zabrakło stanowiska, na którym można by było kupić sobie jakieś picie. Garść napojów izotonicznych od sponsora i pepsi w puszce lub frugo w samochodzie z pizzą, to zdecydowanie za mało. Poza tym fajnie, a i pogoda siadła – no, może poza ostrym słońcem, które ciężko nazwać sprzymierzeńcem fotografii ;)

Pamiętać również należy o absolutnym muzycznym hicie turnieju, ale… czy da się coś takiego [klik] zapomnieć? Ja tego turnieju nie zapomnę jeszcze z jednego powodu: nowe, kupione z myślą o tej imprezie gacie pękły mi od pasa do kolana, z tyłu na lewym udzie. Przez pół imprezy pomykałem więc z wielką dziurą na dupie, co też negatywnie odbiło się na moich fotograficznych osiągach, że tak się wyrażę.

Na długo, a w zasadzie to chyba na zawsze, zapamiętają ten turniej również dwie osoby, które na środku boiska zrobiły interes życia: pierwsza (płeć męska) wręczyła drugiej (płeć żeńska) łapówkę w postaci biżuterii i zrobiła to po to, aby ta druga tej pierwszej powiedziała „tak!”. Ale o co chodzi? Nie wiem, ale chcę być obecny przy dalszych konsekwencjach tej transakcji! :)

A teraz zdjęcia!

Czytaj całość…

Jak krople wody… w fontannie

Ostatnimi czasy bardzo zapracowany jestem, co niestety negatywnie odbija się na mojej aktywności na blogu. Na tym i na pozostałych. Same ważne sprawy, trudne zagadnienia, ciężkie główkowanie i oczy wlepione w monitor, a dupsko w fotel.

Tydzień temu, we czwartek, tuż przed północą odezwała się do mnie Kaśka: a może byśmy wreszcie zrobili tę sesyjkę? Kiedy? Jutro. Jutro rano… Ok! Ale bardzo rano. Gdzie? W Rynku. Bo akurat jakiś pomysł na to miejsce od jakiegoś czasu w głowie mi się poniewierał…

Przepracowany, po zarwanej nocy, ale uśmiechnięty i głodny zdjęć stawiłem się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonym czasie. Taaak, bardzo chciałem zdjęcia robić. A tu dwie siostrzyczki bliźniaczki: Aga i Kaśka, podobne do siebie jak dwie krople wody… a w fontannach takich kropli jeszcze więcej! Do tego mnóstwo cienia i tylko gdzieniegdzie nieśmiało przebijało się poranne słońce. No to do dzieła!

Jak krople wody w fontannie

Jak krople wody w fontannie

Zdjęć zrobiliśmy mnóstwo: w Rynku i w pobliskim parku również. W tym wpisie ograniczę się jedynie do zdjęć przy i w fontannach. Później zmęczenie coraz bardziej dawało mi się we znaki i z tego wszystkiego kilka baboli zrobiłem. Odratowałem w postprodukcji, ale już sama świadomość popełnionych błędów nie pozwala mi się cieszyć z tych zdjęć. A z tych poniżej zadowolony jestem. Są, jakie być miały: lekkie, luźne i trochę spontaniczne kadry – dokładnie takie, jaka cała ta nasza poranna sesyjka :)

Czytaj całość…

Muzeum aka Ekspozycja Historyczno-Dydaktyczna przy Górze Śmierci

Swego czasu relacjonowałem (klik) powstawanie placówki zwanej rekonstrukcją obozu pracy w Pustkowie Osiedlu, która powstawała u stóp Góry Śmierci. Narzekałem na odpustową formę przedsięwzięcia, nazywając ją i jej bliźniaczkę w Bliźnie „historycznym disco-polo”.

Zdanie w sprawie Blizny (klik) podtrzymuję, natomiast opinię o tym, co wybudowano u stóp Góry Śmierci… Cóż, dopiero wczoraj miałem okazję być tam, w środku, obejrzeć, obejść i ocenić. Tak, długo trzeba było czekać na otwarcie obiektu, które odbyło się z grubo ponad półrocznym poślizgiem.

Wiecie co? Nie będę Wam smęcił na temat historii powstawania, ideologii, życiorysów pomysłodawców, czy danych technicznych sprzętu używanego do prac budowlanych. Co nieco o tym znajdziecie na tej stronie. W kilku słowach streszczę, że określenie „rekonstrukcja obozu” była określeniem błędnym.

Obóz był wielki i nie było szans na jego pełną rekonstrukcję, dlatego też zdecydowano o budowie jedynie dwóch przykładowych budynków: kantyny i budynku, w których mieszkali więźniowie obozu. Postawione obiekty jedynie z zewnątrz przypominają swoje pierwowzory, bowiem wewnątrz – zamiast oryginalnego inwentarza – znajduje się bogata ekspozycja przedmiotów pochodzących z czasów i terenu działania obozu.

Foldery wręczane razem z biletem wstępu

Foldery wręczane razem z biletem wstępu

Wśród zgromadzonych eksponatów (pochodzących ze zbiorów IPN, muzeów, a także od osób prywatnych), znajduję się przedmioty codziennego użytku, narzędzia pracy, elementy odzieży, a także meble – w tym w całości i oryginale odtworzony pokój dowódcy obozu.

Czytaj całość…

Teatr Kurtyna przedstawia: „Lichwiarz” – zdjęcia z premiery

Lichwiarz według Teatru Kurtyna z Dębicy

Lichwiarz według Teatru Kurtyna z Dębicy

Wczoraj, tj. w sobotę 3 marca, na scenie Domu Kultury „Śnieżka” w Dębicy miała miejsce premiera spektaklu „Lichwiarz”, powstałego na podstawie opowiadania „Łagodna” Fiodora Dostojewskiego. Spektakl przygotowali artyści dębickiego Teatru Kurtyna. Wystąpili: Robert Kuźniar, Klaudia Surdel, Marta Płoszczyca, Józef Wilczyński, Zofia Pieniążek, Michał Smoła, Jan Maślanka, Jerzy Kosiba. Adaptacja tekstu, scenariusz i reżyseria spoczęła na barkach Ewy Korczyńskiej; pomoc realizacyjna udzielił Jan Michalak, który także zajął się opracowaniem muzycznym i scenografią, a oświetlenie było dziełem Krzysztofa Czerni. Jeśli kogoś lub coś pominąłem, poprawię, gdy tylko takowe braki stwierdzę. A o czym opowiada „Lichwiarz”, przeczytacie TUTAJ.

Koneserów z góry przepraszam za umieszczenie zdjęć, których publikację oni by mi odradzali (w imię możliwie najwyższego poziomu galerii). Ten wpis jest skierowany do ludzi, którzy spektakl widzieli (albo i nie) i chcieliby zobaczyć go na zdjęciach. Tak więc uprzedzam, że galerie w tym wpisie nie jest złożona na zasadzie portfolio (best of the best), ale ma zawierać pełny materiał z przedstawienia. Niestety, dwa szczególne momenty umknęły mojej uwadze: roztrzaskanie jajka (ułamek sekundy po „portrecie z jajem” – nie zdążyłem) i samobójstwo żony tytułowego Lichwiarza (strzał w głowę, przy łóżko za parawanem, gdzie przez wizjer aparatu niewiele było widać). Jeśli więc ktoś z Was wybiera się na ten spektakl, to niech się przygotuje właśnie na wyżej wymienione sceny.

„Lichwiarz” bardzo mi się podobał. Był mocny, robił duże wrażenie. Świadczyć o tym może widownia: huragan oklasków na stojąco, przy milczących jednocześnie ustach. Zapraszam do obejrzenia zdjęć.

Czytaj całość…

Musicalowa Gala Teatru Broadway w Dębicy

W minioną sobotę, 15 października w Domu Kultury Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. odbyła się Musicalowa Gala Teatru Broadway ze Szczecina (strona teatru – klik). Wydarzenie wpisało się w obchody tegorocznych dębickich Dni Sztuki. Byłem prawdopodobnie jedynym fotografem na sali (nie licząc pana z małpką, który z końca sali fotografował Kankana z czasem migawki 1/8s ;)) Ewentualnych zainteresowanych zdjęciami zapraszam do kontaktu mailowego: fotografia@wsubiektywie.pl lub  na Facebooku – link.

Musicalowa Gala Teatru Broadway w Dębicy

Musicalowa Gala Teatru Broadway w Dębicy

Gala rozpoczęła się z niespełna dziesięciominutowym poślizgiem. Pierwszą, trwającą godzinę z haczykiem część widowiska zakończył, wspomniany w poprzednim akapicie, Kankan, po którym publiczność udała się na przerwę. Po kwadransie powrót na salę i dalsza część spektaklu. Osobiście uważam, że po przerwie za dużo było śpiewu, a za mało tańca, ale i tak podobało mi się. Momentami nawet bardzo, np. klimat stworzony przez „Deszczową Piosenkę” i jej oprawę taneczno-świetlną był w stanie pokonać filtr, jakim jest pryzmat wizjera mojego aparatu, który zazwyczaj bardzo skutecznie odsiewa artystyczne  łakocie dla duszy :)

Czytaj całość…

Marsz przeciwko okrucieństwu wobec zwierząt

Wczoraj, po godzinie 15, z dębickiego rynku wyruszył, organizowany przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt „Animals”, marsz przeciw przemocy wobec zwierząt. Pochód przeszedł ulicami: Rzeszowską, Kościuszki i Ratuszową, na której znajduje się azyl dla zwierząt. Azyl ma znacznie niższy status i standard, niż zwykłe schronisko i zmiana charakteru placówki była jedną z intencji niedzielnej manifestacji.

Marsz przeciwko okrucieństwu wobec zwierząt - Dębica, 2 października 2011

Marsz przeciwko okrucieństwu wobec zwierząt – Dębica, 2 października 2011

Z uczestnikami marszu nie spotkał się nikt z władz miasta, co zaowocowało pisemną skargą na burmistrza, zaadresowaną do prezesa PiS – partii, spod której skrzydeł „szef” Dębicy aktualnie kandyduje do sejmu.

Bronić burmistrza nie zamierzam, ale żenującym był tekst wypowiedziany przez jedną z pań do mikrofonu: powiedziała ona, że burmistrz nie pofatygował się tutaj, choć z ratusza ma o rzut beretem. Szanowna Pani! W niedzielę po południu urząd miasta raczej nie pracuje. Bez przesady więc i bez takich tu propagandowych razów poniżej pasa. Burmistrz mógłby przyjechać na marsz, ale ze swojego domu.

Zapraszam do małej fotorelacji z marszu, jednocześnie prosząc o taryfę ulgową przy ewentualnej ocenie zdjęć. Czułem się najgorzej od kilku lat i do ostatniej chwili miałem ochotę pozostać w domu i kurować się. Górę wzięła chęć fotografowania i subiektywnie wdzięczny jestem burmistrzowi, że nie przybył. Gdyby był obecny, wydarzenie trwałoby dłużej, a już w Rynku zaczynałem mieć dość.

Czytaj całość…

Draconica w Domu Dziecka „Hanka”

„Nie znacie dnia, ani godziny” idealnie pasuje do wczorajszej historii związanej z występem Grupy Tancerzy Ognia „Draconica” i mojego w tym uczestnictwa. Było coś po godz. 17, a ja – nieświadom czasu – tonąłem w zawartości plików nowego bloga, który już niebawem ujrzy światło dzienne. W pewnym momencie zerknąłem sobie na fejsbuka, a tam czekała na mnie wiadomość prywatna. Karzeł z Draconiki pisał, że za niecałe trzy godziny rozpoczną występ dla dzieci z Domu Dziecka „Hanka” i żebym wpadł, jak mam czas/chęci/możliwość. „No fajnie” – pomyślałem – „ale ja prądu nie mam! Akumulatory puste, a ten w aparacie ciągnie na oparach”.

Draconica dla wychowanków Domu Dziecka Hanka w Dębicy

Draconica dla wychowanków Domu Dziecka Hanka w Dębicy

4-5 godzin trwa pełne ładowanie, więc w 2 dobiję jakąś połowę + opary… Ładowarka poszła w ruch, a Karzeł wyjaśnił, że ten występ zaklepali w ostatniej chwili i nawet nie mieli czasu na puszczenie famy po mediach. Był moment wahania „jechać czy nie jechać”, ale wątpliwości rozwiała myśl o tym, że będę mógł się sobie zrehabilitować za zdjęcia z finału WOŚP (link), które spieprzyłem swoimi eksperymentami z lampą i zbyt długimi czasami migawki. Niby nikt mi tego nie wytykał, ale ja sam źle się z tym czułem. I teraz jestem prawie zadowolony. „Prawie” by nie było, gdybym ciut dłużej naświetlał kadry, ale nic to. Aparat wydawał dźwięki jak grzechotka od ciągłego pśtykania i kręcenia kręciołkami, występ został uwieczniony, a dzieciaki z „Hanki” zadowolone. Jednym słowem: dobrze było! I szacun dla Draconiki za takie występy, jak ten! :)

Czytaj całość…

Park Historyczny Blizna: rakiety V-1 i V-2

Na Podkarpaciu, w miejscowości Blizna, w czasie II Wojny Światowej funkcjonował poligon, na terenie którego hitlerowcy testowali rakiety V-2, następczynie V-1 – również obsługiwanych w tym miejscu.

Poligon ów stał się częścią istniejącego już poligonu SS „Heidelager” Pustków koło Dębicy i znajdującego się przy nim obozu pracy. Obóz zdecydowano się zrekonstruować i podobnie postąpiono z Blizną. Jednak moim skromnym zdaniem zrobiono to jeszcze bardziej kiczowato, niż w Pustkowie Osiedlu.

Park Historyczny Blizna

Park Historyczny Blizna

Przy wpisie ze zdjęciami przedstawiającymi obóz pracy w trakcie rekonstrukcji (KLIK) wielu z Was krytykowało sposób odbudowy obozu, zarzucając mu odpustowy, festynowy charakter. Te osoby zmartwię, bowiem jeszcze bardziej spieprzono poligon w Bliźnie.

Ogrodzenie, alejki okalające centralnie położony placyk, na którym stoi wielka atrapa rakiety V-2. Atrapa jednak swoim wyglądem nie do końca odpowiada  oryginałowi przedstawionemu na zdjęciu na jednej z tablic. Kiczowatej całości dopełniają gustowne klombiki, furtka prowadząca na boiska do plażowej siatkówki i piłki nożnej, ale źródłem mojego największego rozczarowania było coś innego.

Różnokształtne, betonowe „cosie”, porozrzucane po trawnikach. Wiecie co to? To są miejsca, w których znajdowały się obiekty poligonu, których nie chciało się rekonstruować. Więc po cholerę ta szopka z rakietą? Jak wygląda rakieta, wie każdy, ale już nie każdy wie, jak wygląda przedwojenna, poligonowa stacja transformatorowa, która trzeba sobie samodzielnie wyobrazić na bazie czegoś, co bardziej kojarzy się z fontanną, basenem czy też miejscem na klomb lub do palenia ognisk.

A gdzie wielkie silosy, bunkry, które ze zdjęć tak bardzo wabią do tego miejsca? W lesie, z tego co sam wydedukowałem. I zamierzam się tam jeszcze raz wybrać, ale nie na ławeczkę przy klombiku, ale do lasu, by na własne oczy zobaczyć autentyczne obiekty.

Naprawdę, nie jestem w stanie do końca pojąć intencji tego, kto projektował to historyczne disco-polo. Nawet okop, w którym chowali się żołnierze w trakcie testów, potrafili spieprzyć i wyłożyli je ślicznymi, bejcowanymi palikami ułożonymi pionowo, spomiędzy których widać poziomo ułożone deski. One wyglądają autentyczniej…

Myślę, że wystarczy moich narzekań. Sami zobaczcie na zdjęciach, jak ten Park Historyczny w Bliźnie wygląda. Może Wam się spodoba i sami zechcecie wybrać się w to miejsce, by liznąć trochę historii. W końcu nie byle co się tutaj działo.

Czytaj całość…