LDC – sesja pt. „Improwizacja”

LDC - sesja zespołu tanecznego w Dębicy

LDC

Z tą sesją zbieraliśmy się dość długo. A to dziewuchy egzaminy w szkołach miały, a to wakacje, a to znowu padało… W końcu jednak ustaliliśmy dzień, porę i miejsce i postanowiliśmy zadziałać.

Do miejsca akcji wytypowaliśmy dębicki Rynek. Miejsce pasowało mi z kilku powodów: kamieniczki, fontanny, muszla koncertowa, wąskie uliczki etc, do tego spora przestrzeń i cień wysokiej ściany budynków, z którego zawsze – w razie potrzeb i pomysłów – mogliśmy uciec, przenosząc się w zachodnią część Rynku.

Zebraliśmy się zaraz po świcie w Rynku, a tam… jeden wielki „Zonk”: w najbardziej strategicznym dla nas miejscu zastaliśmy… mammowóz :)

Gdy już wszystkie się poschodziły i pozjeżdżały, postanowiliśmy zmienić miejscówkę. Zaspanym głowom kreatywne myślenie przychodziło z trudem, więc za miejsce alternatywne dla Rynku wzięliśmy okolice Placu Solidarności. O ile na Rynek miałem w głowie gotowych kilka patentów, o tyle w miejscu „b” przyszło mi improwizować i próbować wykorzystać jak najlepiej to, co mam.

Słońce, choć całkiem nisko, już zaczynało promieniami swymi lizać nasze głowy. Ruch też był niemały, a w tej kwestii przodował patrol jednej z firm ochroniarskich, który co kilka minut przejeżdżał tuż obok. Cóż, widok prawie dziesięciu lasek w obcisłych strojach o poranku musiał być cokolwiek intrygujący :)

Dobra, łapcie teraz kilka zdjęć z tej improwizowanej sesji z LDC (Ladies Dance Crew). Kolejna już niebawem – prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu (mam nadzieję). Zrobimy ją w różnych miejscach, do których mammobus na pewno nie wjedzie ;), oddzielnie fotografując balet, jazz i hip-hop. Ja też trochę zmian do swojej pracy wprowadzę.


Czytaj całość…

Rekonstrukcja obozu pracy Pustków: 29 lipca

Prace związane z rekonstrukcją hitlerowskiego obozu pracy w Pustkowie Osiedlu koło Dębicy powoli dobiegają końca. Udało mi się dowiedzieć, że termin oddania inwestycji ustalono na za dwa tygodnie, tj. do końca drugiego tygodnia sierpnia.

Data otwarcia dla zwiedzających nie jest jeszcze znana, ale nieoficjalnie wiadomo (to również udało mi się dowiedzieć), że na imprezę otwarcia zaproszonych zostanie wiele ważnych osobistości, a sama uroczystość odbędzie się z wielką pompą i czerwonym dywanem zaczynającym się w samej Dębicy ;) Z tym dywanem to oczywiście żart, ale nie zmienia to faktu, że obóz otwarty zostanie z przytupem.

Rekonstrukcja obozu pracy Pustków – stan prac z 29 lipca 2011

Rekonstrukcja obozu pracy Pustków – stan prac z 29 lipca 2011

To już drugi fotograficzny set z rekonstruowanego obozu. Pierwszy raz o obozie i trwających tam pracach pisałem na początku kwietnia – KLIK. Wtedy też pojawiły się zdjęcia, które teraz możecie porównać do tych umieszczonych w niniejszym wpisie.

Na miejscu panował spory bałagan i atmosfera czegoś fajnego, ale niedokończonego. Udzielił mi się ten klimat i odbił na zdjęciach, których lepiej po prostu nie byłem w stanie zrobić. Mimowolnie dostosowałem się do fotografowanych obiektów, a wszelkie artystyczne zapędy – jeśli takowe bym miał – skutecznie hamowałaby pora, o jakiej tam działałem. Nawet CPL nie pomagał, a w paru kadrach nawet zaszkodził :) Najważniejsze, że pamiątka jest i szpan przed wnukami będzie ;)


Czytaj całość…

Poziom wody w Wisłoce rośnie – stan na 26 lipca 2011

Trzy dni temu opublikowałem zdjęcia przedstawiające poziom wody w Wisłoce w dniu 22 lipca (KLIK). Wydawało się wtedy, że sytuacja nie pogorszy się tak bardzo, jak to obecnie ma miejsce. Przez trzy dni poziom wody w rzece wyraźnie się podniósł – o czym usłyszałem dziś rano w radio – a deszcze wróciły i nie odpuszczają. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie będzie powtórki sprzed roku. Do tej brakuje jeszcze dobrych kilka metrów. Na oko z 10, ale co ja się tam znam ;)

Poziom wody w Wisłoce - stan na 26 lipca 2011

Poziom wody w Wisłoce – stan na 26 lipca 2011

Dla zainteresowanych tematem mam kolejną garść zdjęć – tym razem z dnia dzisiejszego. Zrobiłem je o podobnej porze, co poprzednie, czyli między godziną 17 a 18. Tym razem więcej ujęć z większej ilości miejsc. Zapraszam do obejrzenia. Na walory artystyczne nie liczcie ;)


Czytaj całość…

Poziom Wisłoki w Dębicy – 22 lipca 2011

Zawsze po obfitych opadach przedstawiciele gatunku ludzkiego zamieszkujący okolice naturalnych wodopojów udają się nad brzegi tychże, aby obserwować poziom wody. Robią to w celu oceny ewentualnego zagrożenia dla ich betonowych osad i dobytku w nich zgromadzonego. Liczba obserwujących jest wprost proporcjonalna do poziomu wody w okolicznej rzece.

Wybrałem się wczoraj w okolice sztuczne progu na rzece Wisłoce. Z daleka widać było, że betonowy punkt obserwacyjny świeci pustkami. To chyba dobrze – znaczy to ni mniej, ni więcej, że poziom rzeki nie jest jeszcze alarmujący. Wysoko i mętnie, ale bezpiecznie.

Stan Wisłoki z dnia 26 lipca 2011 znajdziesz tutaj

Niniejszy wpis i poniższe zdjęcia były na wczoraj, ale w natłoku innych zajęć nie zdążyłem. Dodatkowo za wyprawę przyszło mi zapłacić zdrowiem – na szczęście opłata była symboliczna. Ubrany byłem lekko – jak do sklepu obok – a nad rzeką niemiłosiernie wiało i do tego w powietrzu unosiły się mikrokropelki wody. Teraz kicham, mam dreszcze i łeb boli mnie niemiłosiernie, ale co tam. Grunt, że zobaczyłem i kilka zdjęć zrobiłem.

Stan rzeki Wisłoki w dniu 22 lipca 2011

Stan rzeki Wisłoki w dniu 22 lipca 2011


Czytaj całość…

Taka tam ulewa z takiego tam okna

Z głębokiego skupienia nad pracą wyrwało mnie potężne pieprznięcie. To piorun w coś trafił, całkiem blisko. Wręcz bardzo blisko. Dopiero wtedy zauważyłem, że ta burza, która zza klosza koncentracji, zdawała się (jak zwykle) omijać moją lokalizację szerokim łukiem, tym razem hukiem gromu dała znać, że oto przybyła i jest tu. A razem z nią deszcz. Nie, nie deszcz. Ulewa. Rzęsista ulewa. Taka, jak dwa lata temu, kiedy zalało kawał miasta.

– Będzie powtórka?
– Raczej nie – z bliska odpowiedział kolejny grom

Wyłączyłem komputer, wyłączyłem radio, a nawet odłączyłem przedłużacze. Tak na wszelki wypadek. Bo skoro burza w końcu dotarła i szaleje nad moją głową, lepiej dmuchać na zimne. Chcę skończyć robociznę, nad którą siedziałem i chcę mieć możliwość działania wtedy, kiedy będę miał ochotę. Zepsuta lampa wystarczy.

Ulewa

Ulewa

Co robić w tę burzę? Wszelkie rozrywki wymagające gniazdka w ścianie odpadają. Aparat! Zdjęcia! No przecież! Tylko, że nie mam ochoty wyłazić w ten prysznic. Zdjęcia z okna? Nic ciekawego. Gdybym wcześniej zauważył zbliżającą się burzę i wiedział, że odłączę się od prądu, to pewnie wyskoczyłbym z aparatem gdzieś na miasto. A tak to zostaje…

Okno.

Podszedłem do i spojrzałem w dół: na tle cieni rzucanych przez drzewa pięknie rysowały się smugi deszczu. „A gdyby jednak?”

Sięgnąłem aparat, zasiadłem w pełnym manualu i zacząłem kombinować. Ciemno: iso-800 przy f/2.8 dawało 1/80 – 1/100s. Hmm… takie warunki, że musi coś z tego wyjść, nawet z nieciekawie usytuowanego okna. I wyszło. Gdy już burza odeszła w rejony, którymi zwykle mnie omija, wróciłem do pracy. Ale wcześniej dokończyłem zdjęcia z okna. Oto one.
Czytaj całość…

Muffin – sesja zdjęciowa #0,5

Muffin

Muffin

Pamiętacie zespół Muffin, którego koncert fotografowałem przed trzema tygodniami (klik)? Owego dnia, przed koncertem, zamierzaliśmy popełnić małą sesję zdjęciową, ale z racji sporych obsuw w programie imprez i wynikającego z tego braku czasu przełożyliśmy sobie plener na inny termin.

Tym innym terminem stał się wtorek 21 czerwca. Członkowie zespołu mieli się pozjeżdżać ze swoich miast (Rzeszów, Tarnobrzeg, Sandomierz i Dębica – miejsce spotkania) i radosną grupką, z rekwizytem wymagającym samochodu z dużą paką, mieliśmy wyruszyć w plener.

Z ambitnego planu wyszła lipa: załatwiony samochód z paką nie sprostał zadaniu, a na bagażowe TAXI nie udało się nam dodzwonić. Zbliżało się południe, słońce raz po raz wyłaziło zza chmur, by na moment ponownie się z nimi skryć… normalnie ręce mi opadały na myśl o tak beznadziejnej porze na fotografowanie sześcioosobowej grupki.

Skoro genialny nasz pomysł na sesję nie wypalił, pozostało nam zaimprowizować coś na szybko. Niektórzy lada godzina powinni być w drodze ku swoim miastom i czekających w nich ważnym sprawom.

Zdecydowaliśmy się pojechać na most kolejowy w Dębicy nad rzeką Wisłoką, tzw. „Żelazny most”. Obiekt tak imponujący, jak charakterystyczny niemal gwarantował „sukces” – jeśli za takowy wziąć tych kilka zdjęć, które Muffini sobie wybiorą. Te wybrane kadry dostaną jeszcze jedną szansę w RawTherapee, ale to dopiero po kolejnej sesji. I może poprawimy zdjęcie z jadącym pociągiem. Nie miałem filtra ND, a z polarem zabierającym 1EV w tym słońcu udało mi się wydłużyć czas zaledwie do 1/25s (iso100, f/22)

Cóż rzec o zdjęciach? Lekko nie było :) Wspomagałem się lampą i filtrem polaryzacyjnym, te same perspektywy robiłem z różnymi ustawieniami kołowego CPL i z różnymi ogniskowymi. Efekt dla mnie zadowalający, choć nie ukrywam, że poczułem niedosyt, gdy te zdjęcia zobaczyłem na monitorze. Parę nowych pomysłów przyszło do głowy, ale chyba ciut za późno :)

Zapraszam do obejrzenia 16 wybranych przeze mnie kadrów, wśród których znajdziecie zarówno luźne strzały, jak i zdjęcia z mostu (główna sesja), parkingu przy cmentarzu na Wielopolskiej (tzw. „panorama”, wiele tam nie zdziałaliśmy, bo na miejscu zastaliśmy nieciekawe towarzystwo i syf przez nich spowodowany) oraz w lesie w Zawadzie, gdzie chciałem zrealizować taki swój jeden patencik, który powstał jesienią ubiegłego roku, a do którego wykorzystywałem drzewa przy wjeździe do lasu, które to drzewa jakoś tak niedawno wycięto… Pozostały nam pniaki, a mi dodatkowy powód do gdybania.

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ta bezowocna wyprawa do lasu jest tylko pozornie bezowocną: na miejscu wypatrzyliśmy sobie miejsce, w które następnym razem przyjedziemy z naszym wielkim rekwizytem :) A teraz zdjęcia, które możecie potraktować jako taką małą zapowiedź sesji #1.


Czytaj całość…

Dębica Open Festival 2011 – zdjęcia

W poprzednim wpisie (KLIK) były zdjęcia koncertu Ewy Romaniak i Jana Michalaka, którym akompaniował zespół Marcina Maziarza, w tym zaś znajdziecie fotorelację z niemal wszystkich wydarzeń towarzyszących Festiwalowi.

Napisałem „niemal wszystkich”, ponieważ nie byłem jedynie na sobotnich warsztatach. W dalszej części wpisu znajdziecie galerie z piątkowych przesłuchań oraz sobotnich koncertów: występu finalistów Dębica Open Festival 2011 oraz koncertu zespołu Muffin, w składzie którego śpiewa współorganizatorka festiwalu, a na klawiszach gra Marcin Maziarz, który – poza piątkowym koncertem – udzielał się również w Jury festiwalu.

Fotorelacja z Dębica Open Festival 2011

Fotorelacja z Dębica Open Festival 2011

 


Czytaj całość…

Ewa Romaniak i Jan Michalak w Pino Music Caffe – zdjęcia z koncertu

Coś wspaniałego – cały weekend z aparatem tam, gdzie lubię i tak, jak lubię. W piątek od południa do niedzielnego popołudnia zasuwałem na Dniach Dębicy, skupiony na dwóch konkretnych wydarzeniach. Po pierwsze: fotografowałem tegoroczną edycję Dębica Open Festival. Po drugie: uwieczniałem występ grupy tanecznej LDC, działającej przy Akademii Rozwoju Artystycznego ARA.

Dębica Open Fistival rozpoczął się przesłuchaniem kandydatów do nagród, lansu i koncertu finałowego, a wyniki castingu podane zostały podczas koncertu Ewy Romaniak i Jana Michalaka, przy akompaniamencie zespołu Marcina Maziarza.

Koncert odbył się w klubie Pino Music Caffe (Dębica, ul. Kolejowa) w piątek o 19:00. Na miejscu byłem niespełna pół godziny wcześniej. Obawiałem się nieco ciemnego, ciasnego – jak na koncertowe fotografowanie – lokalu. Na miejscu okazało się, że moje obawy były połowiczne, bowiem światło było takie, że paluszki lizać (zasługa w tym pewnej ogarniętej w temacie osoby). Na ściany jednak nie znalazł się mocny, który by je rozsunął.

Całość zrobiłem więc na szeroko i głęboko, bo taki wariant uznałem za najlepszy. Niby mogłem powalczyć z ciasnotą dla paru wąskich i płytkich kadrów, ale pytam: po co? Zapraszam do obejrzenia zdjęć, a niebawem (jutro?) pokażę pozostałe wydarzenia minionego weekendu.

Sam koncert był cholernie klimatycznym wydarzeniem i trwał zdecydowanie za krótko. Tak już jednak jest, że to co piękne, szybko się kończy, a reszta dłuży się niemiłosiernie. Stoliki, świeczki, kameralna atmosferka, pod każdym względem świetna muzyka… Chciałbym jeszcze raz.


Czytaj całość…

Jak wykorzystać zastane światło i cienie?

Wykorzystanie zastanego światła

Światła vs. cienie

Celem tego wpisu jest udowodnienie, jak ważne jest pozytywne myślenie, nie zrażanie się przeciwieństwami losu i śmiałe patrzenie wprzód w poszukiwaniu innej drogi, gdy zaplanowana trasa nie wypaliła. Tematu wykorzystywania zastanego światła, rzecz jasna, nie jestem w stanie wyczerpać, ale…

…mogę podać parę przykładów ugotowania niegłupiej potrawy z tego, co było pod ręką i bez książki kucharskiej. Bo nie lubię wtórności i zawsze własnymi ścieżkami staram się dojść do kulinarnej perfekcji. Może kiedyś mi się to uda. Póki co zwiedzam, eksploruję, starając się miejsca od zaplecza, a nie jeździć w jedno i to samo miejsce jak turysta, któremu wyjątkowo spodobało się miejsce, w które trafił z zakupionym przewodnikiem w ręku. Póki co perfekcją nawet mi nie pachnie, więc pokornie stoję tu, gdzie stoję, będąc tu, gdzie jestem. Jak na swoje ambicje potrafię niewiele, ale tym, co już umiem, staram się dzielić na tym blogu. Kogoś może zainspiruję, kogoś może podniosę na duchu, gdy upadnie zniechęcony kolejnym niepowodzeniem… Anyway.

Od dłuższego czasu w mojej głowie dojrzewał pomysł na sesję zdjęciową. Nie z żadną ładną modelką, ale z facetem i to z facetem wyglądającym jak mężczyzna, a nie jak jakiś pizduś :) Pomyślałem o Tomku – kuzynie, który spełniał moje oczekiwania: męska, ale nie piękna twarz (piękno zarezerwowane jest dla kobiet), dobrze zbudowany, ale nie jak z żurnala, do tego z charakterem… Przekonałem go do mojego pomysłu i postanowiliśmy działać.

Z różnych przyczyn pierwsza sesja odwlekała się w czasie i w końcu, żeby nie marnować już czasu, postanowiliśmy pierwsze zdjęcia zrobić w miniony weekend. Padło na sobotę, na godzinę 15 i jak na złość o 15 padło z nieba i padać nie przestawało. Niby zdjęcia tylko na przetarcie, na oswojenie się, na obadanie i dogranie szczegółów, na sprawdzenie się po obydwu stronach optyki aparatu, ale jednak i te skromne plany deszcz skutecznie popsuł.

Schowani pod mini-wiaduktem kolejowym (na oko z 8 metrów długości, 3 wysokości i 3,5-4 szerokości) czekaliśmy, aż przestanie padać. Wkurzało mnie to, bo tę miejscówkę chciałem w zupełnie inny sposób wykorzystać, a później przenieść się w inne miejsce, w którym powstanie większość właściwych zdjęć. Nic z tego tym razem.


Czytaj całość…

Łomoszoping. Zakupowa fotografia komórkowa

Poruszone zdjęcie według Samsunga Monte :)

Poruszone zdjęcie według Samsunga Monte :)

Kilka dni temu przeglądałem zdjęcia zgromadzone w telefonie – bo zrobione nim. Potrzebowałem kilka z nich przesłać na komputer. W trakcie przeglądania natrafiłem na kilka – wykonanych w sporych odstępach czasowych – zdjęć, które miały jeden, wspólny mianownik: zrobiłem je w trakcie zakupów.

Zrzuciłem na komputer i je, po czym zabrałem się za przeglądanie. Część z nich niezbyt nadaje się do oglądania – tak bardzo poruszone są. W dodatku mój telefon – Samsung Monte – ma taką głupią manierę: poruszone zdjęcia zapisuje dokładnie tak, jak na zdjęciu obok.

Do wad aparatu w moim Samsungu dorzucę też brak innych czułości, a kompensacja ekspozycji jest picem, bo robi za nią… zwykła korekcja gamma. Pozostaje więc poszukać komóry z lepszym aparatem i podążyć tą sklepową odnogą łomografii ;)

A tymczasem zapraszam do obejrzenia skromnej galeryjki zdjęć zgromadzonych do tej pory. Daty i miejsca w opisie zdjęć.


Czytaj całość…