Poranek, śnieg, plener i… wilki

Stary, dobry kolega, z którym nie widziałem się od dobrych dziesięciu lat, jakiś czas temu zaproponował wspólny wypad w plener. Abo tak się potoczyło, że obu nas na fotografię dobrze wzięło. Kolega ów wyprowadził się do sąsiedniego miasta, ale od czasu do czasu ma fuchę tutaj i wpada. Umówiliśmy się więc na dziś, na krótki wypad w pobliskie górki, aby zapolować na wschód słońca.

Nie promieniami wschodzącego słońca, a płatkami śniegu przywitał nas poranek. Nie przeszkodziło nam to zbytnio, ponieważ obaj ten wypad potraktowaliśmy towarzysko. I choć pogoda nie wypaliła, a na każdego z nas w perspektywie dnia czekało mnóstwo pracy, to warto było zwlec tak wcześnie dupsko z wyra i ruszyć w śnieg.

Poranek, śnieg, plener i… wilki

Poranek, śnieg, plener i… wilki

Matka Natura najwyraźniej postanowiła wynagrodzić nam brak atrakcji wizualnych i zaskoczyła nas… wilkami. Mniej więcej w okolicach czwartego zdjęcia usłyszeliśmy wyraźne wycie wilków. Trochę zdziwiło nas to, że wilki u nas, w dodatku na takim – dość zaludnionym – terenie, ale jednak. Sarny, lisy czy ptaki takich dźwięków nie wydają. Psy również. To musiały być wilki. I to całkiem niedaleko. Szkoda, że się nie pokazały, bo choć nie miałbym czym zrobić im zdjęcia, to sam widok tych wspaniałych czworonogów na wolności byłby dużym przeżyciem.
Czytaj całość…

Vocal Studio Dębica

Vocal Studio od kilku lat kształtuje głosy i warsztat wokalny dzieci, młodzieży i dorosłych. Od początku swojego istnienia studio działało w sali wynajętej w Domu Kultury „Mors” Miejskiego Ośrodka Kultury w Dębicy, by po zakończeniu roku szkolnego 2011/2012 zmienić swoją siedzibę. Z DK „Mors” Vocal Studio przeniosło się na I piętro kamienicy przy ulicy Rzeszowskiej 16, czyli do ścisłego centrum miasta (tuż obok Banku Spółdzielczego, przy skrzyżowaniu ulic Rzeszowskiej z Kościuszki).

Vocal Studio – Dębica, ul. Rzeszowska 16 (I piętro)

Vocal Studio – Dębica, ul. Rzeszowska 16 (I piętro)

Założycielem Vocal Studio jest Katarzyna Godzisz-Antonik – wokalistka, nauczyciel śpiewu, kompozytor i autor tekstów. Absolwentka Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach wydziału Kompozycji, Interpretacji, Edukacji i Jazzu o specjalności: wokalistyka. Wiceprezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Sztuki Wokalnej Natural Voice Perfection. Więcej informacji o jej osobie i działalności znajdziecie na stronie vocalstudio.pl oraz naturalvoiceperfection.com.

Vocal Studio od początku swojego istnienia organizuje imprezy, które na stałe wpisały się do kalendarza wydarzeń kulturalnych w Dębicy. Są to: walentynkowy koncert „Mokaferia Love” oraz „Dębica Open Festival”. Każdą z tych imprez fotografowałem (linki: Mokaferia Love 2011 oraz Dębica Open Festival 2011), a wczoraj miałem okazję fotografować nową siedzibę Vocal Studio. Zapraszam do obejrzenia zdjęć.
Czytaj całość…

Zakupowe buractwo – część 2.

Od poprzedniego wpisu o Polaków zakupowym chamstwie (link) minęły trzy miesiące. Przez ten czas wielokrotnie robiłem zakupy w tzw. wielkopowierzchniowych sklepach, gdzie najłatwiej natrafić na ślady zwykłego, ludzkiego buractwa. Przyznam szczerze, że robienie zdjęć sklepowym regałom, na których „coś nie pasuje”, weszło mi w nawyk. Wzrok mam wyostrzony i nie waham się wyjąc telefonu, by uwieczniać kolejne przykłady na to, jakimi bucami potrafią być klyjenci hypermaketów.

Zakupowe buractwo – część 2.

Zakupowe buractwo – część 2.


Czytaj całość…

LDC na Pasikoniku

30 listopada miałem okazję fotografować występ, reprezentującej Miejskiej Ośrodek w Dębicy, grupy tanecznej LDC podczas XI Przeglądu Zespołów Tanecznych „Pasikonik” w Mielcu. Grupa LDC układem „Energia” wygrała rywalizację w kategorii „taniec nowoczesny”, w której zajęła II miejsce, gdyż pierwszego miejsca w tej kategorii nie przyznano. Co dziwne, lepszej (nie tylko naszym zdaniem) choreografii „Porzucone zabawki” jury w ogóle nie wzięło pod uwagę, uznając ją za nie pasującą do kategorii „taniec nowoczesny”… Pozostaje cieszyć się z tego, co udało się w Mielcu wywalczyć. Komplet wyników Pasikonika 2012 można ściągnąć z tej strony – klik.

Choreografia Porzucone zabawki

Choreografia „Porzucone zabawki”

Mi też przyszło powalczyć, ale ze światłem – jak zwykle. Czasem w żartach mawiałem, że mam pecha do światła, ale po „Pasikoniku” mogę to samo powiedzieć już z całą powagą. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że występ za występem jest dobrze oświetlany (różne światło z różnym natężeniem, ale wszystkie fotogeniczne), a na najważniejszy dla mnie występ gasną reflektory frontowe i jasno pozostaje jedynie za plecami tańczących? Pierwszy plan w cieniu, a mój plan na zdjęcia legł w gruzach. Sprytnie nie ruszałem ekspozycji, bo byłem pewien, że to takie efekciarstwo ze strony operatora i zaraz przyjara od przodu. Niestety, nie przyjarał.

Przez tą ciemnicę z przodu ucierpiały nie tylko zdjęcia, ale i sama choreografia. Na pierwszym planie od samego początku wiele się dzieje. W ciemnościach nie było widać m.in. clowna wjeżdżającego na starym, dziecięcym, trzykołowym rowerku. Rowerek ten na szczęście jest na tyle stary, że nie tylko wyglądem zwraca na siebie uwagę, ale także dźwiękami, jakie wydaje. :)
Czytaj całość…

Zawada nocą

Zawada – wioska leżąca pod Dębicą (woj. podkarpackie), najbardziej znana jest z sanktuarium maryjnego. Mnie tam jednak bardziej kręci dworek i niewielki, XVI zamek (baszta), które obecnie znajdują się w rękach prywatnych. Ogrodzone i strzeżone, od wielu lat niedostępne są dla spacerowiczów. Ale Zawada, to również mocno pofałdowany teren i lasy, po których lubię łazić. I tam właśnie udałem się wczorajszego wieczoru, z aparatem na szyi i statywem w łapie.

Zawada nocą – widok z dróżek w kierunku Stobiernej

Zawada nocą – widok z dróżek w kierunku Stobiernej

Było chłodno, ale nie mroźno – termometr pokazywał 9-10 stopni powyżej zera. Jednak na szczytach zawadzkich pagórków wiało tak mocno, że nawet w solidnej, zimowej kurtce szybko zmarzłem. To silne wietrzysko, bardziej niż mnie we znaki dało się jednak zdjęciom. Nie dociążyłem niczym statywu i przy silnych podmuchach lekko nim telepało. Na zdjęciach nie było tego tak bardzo widać, ale już ruchu drzew w żaden sposób nie da się ukryć.


Czytaj całość…

Cmentarz żydowski (kirkut) w Tarnowie

Na tarnowskim kirkucie byłem dziś po raz trzeci. Wszystko to za sprawą Mirka, który ma fioła na punkcie starych cmentarzy. Ja z kolei dałem się tym nieco zarazić i wspieram go teraz w jego cmentarnych misjach fotograficznych. Podziwiam go za wytrwałość w tym hobby, za niezliczone wyjazdy w te same miejsca, by powtórzyć, poprawić, zrobić inaczej, zrobić coś jeszcze… By było z czego wybierać i tworzyć galerie zdjęć, które już niebawem zaczną ukazywać się w internetach.

Gdy Mirek uzupełniał swoje fotograficzne zbiory, ja zajmowałem się swoimi fotograficznymi celami, dla jakich tam byłem. Z jednej strony chciałem przetestować nowy nabytek (9-18mm), a z drugiej miałem ochotę zrobić w końcu trochę zdjęć tego cmentarza, by pokazać go na fotoblogu.

Cmentarz żydowski (kirkut) w Tarnowie

Cmentarz żydowski (kirkut) w Tarnowie

Po wiedzę o samym cmentarzu odsyłam Was do strony poświęconej kirkutom (klik). Niewykluczone, że tarnowski kirkut kiedyś jeszcze powróci na fotobloga, bo naprawdę jest tam co fotografować. W różnych warunkach pogodowych, o różnych porach roku, różnymi obiektywami… aby wyczerpać temat, trzeba czasu i wytrwałości, a do tego trzeba być Mirkiem – pasjonatem pełną gębą. No, ale już tyle gadania. Zapraszam do obejrzenia zdjęć.  
Czytaj całość…

Zakupowe buractwo

Łomoszoping (a co to?) powraca na łamy bloga. Tym razem jest to secik składający się z tuzina zdjęć przedstawiających radosną twórczość rodzimych zakupowiczów: Polaków, europejczyków, ludzi kulturalnych, nowoczesnych, ludzi wytykających wady innym i lubiących czuć się lepszymi od innych.

Buraki na zakupach jedzą brzoskwinie

Buraki na zakupach jedzą brzoskwinie

Mam nadzieję, że jakimś cudem burak jeden z drugim rozpozna się na poniższych zdjęciach i przeczyta, jakim to burakiem jest. Odpicowany, z piersią wypiętą podbija markety, a taka słoma w butach, że nic, tylko zapalone zapałki rzucać. Jak się bucom spieszy, to niech w ogóle tak dużych sklepów nie odwiedzają. Długimi kwadransami pchają przed sobą wózki, a szkoda im krótkiej chwili na to, aby nie przysparzać pracy tym, którzy za psi pieniądz zapieprzają przez to, że takie jaśnie buractwo pragnie poczuć się jak u siebie, robiąc chlew dookoła.
Czytaj całość…

Zaraź się koszykówką – III edycja – zdjęcia

Ufff, działo się! Trzecia – i jak do tej pory najlepsza – edycja turnieju ulicznej koszykówki za nami! Słowa uznania – naprawdę wielkiego uznania – kieruję do wszystkich, którzy przyczynili się do tego, że ta impreza była właśnie taka! Organizatorzy, sponsorzy, prowadzący i sami zawodnicy – dla Was wszystkich wielkie brawa!!!

Nie wiem czy i jakimi kanałami dotrą do Was zdjęcia, dlatego też w tym wpisie opublikuję więcej, niż zamierzałem. Zamiast zgrabnego „best of the best” publikuję galerię złożoną z różnych zdjęć, abyście mogli się na nich znaleźć i zobaczyć możliwie dużo z miejsc i sytuacji, w których i przy których być nie mogliście.

Zaraź się koszykówką 2012

Zaraź się koszykówką 2012

Krótko o turnieju: impreza tradycyjnie odbyła się w Dębicy na „Orliku” w Ogródku Jordanowskim. W III edycji wzięły udział 32 drużyny z różnych części naszego pjyknego kraju. Imprezę swoimi pokazami uświetnili Krystian Herba oraz grupy Yclan i Flow Fever. Pamiętać należy również o genialnym prowadzącym, który finał mini turnieju w „kamień, nożyce, papier” potrafił nakręcić do tego stopnia, że ktoś postronny mógł pomyśleć, że oto właśnie odbywają się finały BOTY albo WBW :)

Spore emocje wzbudziła również konkurencja „rzut świnią” (taką gumową, chrumkającą, do kupienia np. w Kauflandzie). Próbujący swoich sił w rzucie kabaniną mogli przekonać się, że nie jest to takie proste, jak by się mogło z pozoru wydawać. Próbowali więc swoich sił i symbolicznymi opłatami za start zapełniali skarbonkę, której zawartość przekazana zostanie na szczytny cel.

Na miejscu było jedzenie (auto-pizza), była zwyżka (taki samochód z podnośnikiem), ale niestety zabrakło stanowiska, na którym można by było kupić sobie jakieś picie. Garść napojów izotonicznych od sponsora i pepsi w puszce lub frugo w samochodzie z pizzą, to zdecydowanie za mało. Poza tym fajnie, a i pogoda siadła – no, może poza ostrym słońcem, które ciężko nazwać sprzymierzeńcem fotografii ;)

Pamiętać również należy o absolutnym muzycznym hicie turnieju, ale… czy da się coś takiego [klik] zapomnieć? Ja tego turnieju nie zapomnę jeszcze z jednego powodu: nowe, kupione z myślą o tej imprezie gacie pękły mi od pasa do kolana, z tyłu na lewym udzie. Przez pół imprezy pomykałem więc z wielką dziurą na dupie, co też negatywnie odbiło się na moich fotograficznych osiągach, że tak się wyrażę.

Na długo, a w zasadzie to chyba na zawsze, zapamiętają ten turniej również dwie osoby, które na środku boiska zrobiły interes życia: pierwsza (płeć męska) wręczyła drugiej (płeć żeńska) łapówkę w postaci biżuterii i zrobiła to po to, aby ta druga tej pierwszej powiedziała „tak!”. Ale o co chodzi? Nie wiem, ale chcę być obecny przy dalszych konsekwencjach tej transakcji! :)

A teraz zdjęcia!
Czytaj całość…

Jak krople wody… w fontannie

Ostatnimi czasy bardzo zapracowany jestem, co niestety negatywnie odbija się na mojej aktywności na blogu. Na tym i na pozostałych. Same ważne sprawy, trudne zagadnienia, ciężkie główkowanie i oczy wlepione w monitor, a dupsko w fotel.

Tydzień temu, we czwartek, tuż przed północą odezwała się do mnie Kaśka: a może byśmy wreszcie zrobili tę sesyjkę? Kiedy? Jutro. Jutro rano… Ok! Ale bardzo rano. Gdzie? W Rynku. Bo akurat jakiś pomysł na to miejsce od jakiegoś czasu w głowie mi się poniewierał…

Przepracowany, po zarwanej nocy, ale uśmiechnięty i głodny zdjęć stawiłem się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonym czasie. Taaak, bardzo chciałem zdjęcia robić. A tu dwie siostrzyczki bliźniaczki: Aga i Kaśka, podobne do siebie jak dwie krople wody… a w fontannach takich kropli jeszcze więcej! Do tego mnóstwo cienia i tylko gdzieniegdzie nieśmiało przebijało się poranne słońce. No to do dzieła!

Jak krople wody w fontannie

Jak krople wody w fontannie

Zdjęć zrobiliśmy mnóstwo: w Rynku i w pobliskim parku również. W tym wpisie ograniczę się jedynie do zdjęć przy i w fontannach. Później zmęczenie coraz bardziej dawało mi się we znaki i z tego wszystkiego kilka baboli zrobiłem. Odratowałem w postprodukcji, ale już sama świadomość popełnionych błędów nie pozwala mi się cieszyć z tych zdjęć. A z tych poniżej zadowolony jestem. Są, jakie być miały: lekkie, luźne i trochę spontaniczne kadry – dokładnie takie, jaka cała ta nasza poranna sesyjka :)
Czytaj całość…

Muzeum aka Ekspozycja Historyczno-Dydaktyczna przy Górze Śmierci

Swego czasu relacjonowałem (klik) powstawanie placówki zwanej rekonstrukcją obozu pracy w Pustkowie Osiedlu, która powstawała u stóp Góry Śmierci. Narzekałem na odpustową formę przedsięwzięcia, nazywając ją i jej bliźniaczkę w Bliźnie „historycznym disco-polo”.

Zdanie w sprawie Blizny (klik) podtrzymuję, natomiast opinię o tym, co wybudowano u stóp Góry Śmierci… Cóż, dopiero wczoraj miałem okazję być tam, w środku, obejrzeć, obejść i ocenić. Tak, długo trzeba było czekać na otwarcie obiektu, które odbyło się z grubo ponad półrocznym poślizgiem.

Wiecie co? Nie będę Wam smęcił na temat historii powstawania, ideologii, życiorysów pomysłodawców, czy danych technicznych sprzętu używanego do prac budowlanych. Co nieco o tym znajdziecie na tej stronie. W kilku słowach streszczę, że określenie „rekonstrukcja obozu” była określeniem błędnym.

Obóz był wielki i nie było szans na jego pełną rekonstrukcję, dlatego też zdecydowano o budowie jedynie dwóch przykładowych budynków: kantyny i budynku, w których mieszkali więźniowie obozu. Postawione obiekty jedynie z zewnątrz przypominają swoje pierwowzory, bowiem wewnątrz – zamiast oryginalnego inwentarza – znajduje się bogata ekspozycja przedmiotów pochodzących z czasów i terenu działania obozu.

Foldery wręczane razem z biletem wstępu

Foldery wręczane razem z biletem wstępu

Wśród zgromadzonych eksponatów (pochodzących ze zbiorów IPN, muzeów, a także od osób prywatnych), znajduję się przedmioty codziennego użytku, narzędzia pracy, elementy odzieży, a także meble – w tym w całości i oryginale odtworzony pokój dowódcy obozu.


Czytaj całość…