Kto rano wstaje, ten robi zdjęcia we mgle

W środku tygodnia wzięło mnie na łażenie po mieście. Mgła jest niesamowita; niesamowite jest to, jak skutecznie potrafi wyciągnąć mnie z ciepła czterech ścian na chłód i wilgoć. Często jej ulegam, tak jak choćby wczoraj.

Takiej aurze nie sposób się oprzeć

Takiej aurze trudno się oprzeć

Dawno nie łaziłem po mieście, a przecież tak bardzo to lubię. Trudno moje miasto nazwać fotograficznym; ludzie raczej spięci, a czasami wręcz wystraszeni. Tak jak pewien pan – dostawca wyrobów pewnego lokalnego zakładu mięsnego; gdy go mijałem, akurat wyładowywał skrzynki. Zapytałem, czy mogę mu zrobić zdjęcie z tym mięsem lub samo mięsko sfotografować. Panika! Jak słowo daje, gość wyglądał na tak bardzo wystraszonego, jak gdyby poczuł na swojej skroni zimny dotyk lufy pistoletu. „Nie! Nie!” – autentycznie facet się wystraszył. Może myślał, że jestem dziennikarzem prowadzącym jakieś śledztwo o oszukanym mięsie? Często ludzie biorą mnie za kogoś z prasy, a najgorsi są bezdomni; oni uwielbiają redaktorom wrzucać na świat, który redaktorzyny opisują, a który bezdomni mają gdzieś. Zabawnie czasem bywa, ale wybija to z rytmu.

Czytaj całość…

Jeszcze trochę streetu z Gdańska

Kolejnych naście zdjęć z łażenia po centrum Gdańska. Na jedno kopytko będzie:

– b&w, bo takowa forma przylgnęła do zdjęć ulicznych, poza tym cholernie mi się czarno-białe fotografie podobają

– ziarno ejkej szum, bo nienawidzę gładkich jak niemowlęca dupa zdjęć

– może się nie podobać, bo fotografując nigdy nie zastanawiam się, czy robię to w zgodzie z obowiązującymi trendami.

Choć jestem zwolennikiem niepodpisywania zdjęć (zdjęcie powinno mówić samo za siebie), to jednak są wyjątki, gdzie po prostu trzeba to i owo wyjaśnić, aby oglądający nieco więcej zrozumiał. Postaram się jednak paplać jak najmniej :) Zapraszam do galerii subiektywnych kadrów turystycznego centrum stolicy Trójmiasta.

automat do zamieniania pieniędzy na 2 zł przed fokarium na Helu

Się zaciął automat do zamieniania kasy na dwuzłotówki, którymi płaci się bramie. To akurat zrobione na Helu, umieściłem drogą wyjątku, bo sporo wysiłku mnie ten kadr kosztował

Gdańsk

Gdańsk

Czytaj całość…

Po urlopie w Gdańsku. Chyba chciałbym tam wrócić.

Gdańsk

Gdańsk

Mam problem z wymyśleniem ciekawego wstępu do tego wpisu, dlatego też zaczynam od wzmianki o tym :) To chyba przez to, że tak wiele chcę powiedzieć, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że to za dużo jak na jeden wpis. Trzeba więc zacisnąć zęby, powstrzymać chęci i wybrać tylko garść myśli, które paluchy wystukają na klawiaturze. Nie lubię tak, ale czasem trzeba.

Przed paroma dniami wróciłem z tygodniowego pobytu w Gdańsku, gdzie z Narzeczoną mą Kobietą urlopowaliśmy się zasłużenie. Był to pierwszy mój pobyt w stolicy Trójmiasta, dlatego – nie znając tego miasta – niczego wcześniej nie planowałem. Mowa o planach dotyczących fotografii i fotografowania, bo że na tym, a nie na smażeniu cielska na plaży się skupię, było pewne od samego początku.

Gdańsk

Gdańsk

Na podbój Gdańska wyruszyliśmy dopiero w trzeci dzień po przyjeździe; niemal od razu postanowiłem dać sobie spokój z robieniem zdjęć miejsc, zabytków, obiektów i innych turystycznych kadrów. Wszyscy to robią, mnie to nie kręci, za to do bólu jara mnie to, co po drugiej stronie obiektywów tych wszystkich turystów. Tematem mojej urlopowej fotografii byli turyści i to, co ma z nimi związek.

Obserwując ludzi, ich wpływ na odwiedzane miejsca i wpływ tych miejsc na turystów wysnuwałem rozmaite wnioski, co jakiś czas ich potok przecinając dźwiękiem migawki. Strasznym kiczem trąci ta cała turystyka: ludzie tępo konsumując papkę podawaną przez tych, którzy starają się wycisnąć z nich jak najwięcej pieniążków. Ludzie nie zastanawiają się nad tym, co jest im pokazywane – ważne żeby było dużo i nie wymagało samodzielności w myśleniu. Szkoda, że tak musi być.

Gdańsk

Gdańsk

Masę zdjęć przywiozłem z Gdańska: zdjęć ludzi, jakiś z pozoru mało istotnych pierdół, które jednak i dziś, i za czas jakiś, więcej wspomnień przywołają, niż fotki pomników, muzealnych gablot czy jeszcze jakichś innych turystycznych atrakcji. Te moje „pamiątkowe” zdjęcia często robiłem pod wpływem impulsu, a takowy, z czymś konkretnym związany, odciska swoje piętno w pamięci. Przeglądam sobie raz kolejny te wszystkie moje zdjęcia i właściwie przy każdym z nich jestem w stanie przypomnieć sobie nawet to, o czym w danym momencie myślałem.

Turyści niby wszędzie są tacy sami, albo przynajmniej bardzo do siebie podobni. Podobnie wyglądają i podobnie się zachowują, ale w tandemie z miejscami to oni byli i są żywi i to oni ten turystyczny młynek napędzają. Obce twarze, ale bez nich nie byłoby tak samo. Na nie polowałem, wyczekiwałem pewnych zachowań, przeczuwałem gesty, starając się wniknąć w to, co pośród zabytków było żywe i autentyczne – czyli nie malowane i ustawione pod turystów. Stąd tyle w pamięci i między pikselami.

Czytaj całość…

Upały nie sprzyjają fotografii

Ponad trzydziestostopniowe upały dają się we znaki wszystkim. Patrząc na tych wszystkich, którym ich zawodowa praca nie pozwala schronić się gdzieś w chłodku, zastanawiam się, czy bardziej należy im się podziw, czy może jednak współczucie. Przewalone pracować w taki gorąc, szczególnie tym, których praca wymaga skupienia i ciągłego główkowania. Tak mi się przynajmniej wydaje…

Awizo poszedłem odebrać. Nie udało mi się wstać – jak planowałem – przed szóstą rano. Niby blok ocieplają i niby harmider robotnicy robią na tym rusztowaniu, ale chyba już przywykłem. Wstałem po ósmej, ale dopiero po dziesiątej udało mi się wyjść. Wcześniej musiałem zapewnić sobie zastępstwo w czekaniu, bowiem spodziewałem się kuriera z małą blendą (srebrno biała 60 cm), którą w końcu wziąłem i kupiłem. Kurier był, ale już po moim powrocie.

Myślałem sobie pójść na miasto i trochę streetu porobić. Upał, to i ludzie charakterystycznie się zachowują – nic, tylko dobrze ustawiać się i łapać ten gorąc migawką. Fajnie sobie układać to wszystko w głowie, zapominając, że ten cholerny upał dotyczy również mnie samego.

Upalnie

Upalnie

Po drodze wchłonąłem – tytułem śniadania – zapiekankę. Wsuwałem ją idąc, a dokończyłem na ławce w Rynku. Rozejrzałem się: jakiś facet karmił gołębie, kilka młodych matek z dziećmi okupywały fontanny lub ganiały za pociechami, które z kolei goniły gruchający miejski drób. Do tego dostawa piwa do ogródków piwnych i taka ogólna małomiejska sielanka. Wszystkie ławki wolne – mowa, oczywiście, o tych w słońcu. Przysiadł się do mnie jakiś facet, zamieniliśmy kilka słów o pogodzie, z ust rozmówcy padła też sugestia, iż tracę czas relacjonując w gazecie poczynania polityków… Ehh, czy wyglądam na pismaka?

Czytaj całość…