Ola i Żaneta – sesja w ruinach

Ola i Żaneta - sesja w ruinach (i chwilowo w sklepowym wózku ;))

Ola i Żaneta – sesja w ruinach (i chwilowo w sklepowym wózku ;))

Kiedy trzy tygodnie temu na blogu opublikowałem sesję zakochanych Nadii i Artura, napisała do mnie Żaneta z pytaniem o ruiny, w których zrobiliśmy te zdjęcia. I tak od słowa do słowa umówiliśmy się tam na sesję, termin jej ustalając na dzień wagarowicza :) Czyli pełna kulturka: podczas gdy jedni w pierwszy dzień wiosny się alkoholizują, inni robią sobie zdjęcia – co bardzo popieram ;) W sesję wkręciliśmy jeszcze Olę i tak oto 21 marca stanąłem oko w oko z dwiema uroczymi młodymi damami. Szkoda tylko, że czas nas nieco gonił, bo dziewczyny miały jakieś coś w szkole i musiały tam być. Swoje jednak zrobiliśmy i poniżej możecie zobaczyć kilka zdjęć. A powyższym się nie sugerujcie – zahaczyliśmy tam tylko w drodze powrotnej ;)

Czytaj całość…

Gabi, Ula i Ksenia …i dużo słońca!

Gabi, Ula i Ksenia - słoneczna sesja zdjęciowa w mieście

Gabi, Ula i Ksenia – słoneczna sesja zdjęciowa w mieście

Dość macie zimy? Dość śniegu, mrozu i pochmurnego nieba? Bo ja tak. Tak bardzo nie mogę doczekać się wiosny, że z tego wszystkiego znowu zacząłem grzebać w szufladach. Wygrzebałem z nich zdjęcia z pewnej sesji, podczas której słońca i ciepła było pod dostatkiem. Zaczęliśmy ją bardzo wcześnie, chyba jeszcze przed 5 rano (zuch dziewczyny, że tak wcześnie wstały!), by złapać słońce wtedy, kiedy ono dopiero przeciera zaspane oczy i nieśmiało kuka spod kołdry horyzontu. Udałoby się nam to, gdyby nie chmury, które pozwoliły słońcu nieco dłużej pospać. Gdy ono w końcu ogarnęło nas swoimi promieniami, było już wysoko na niebie. Łapaliśmy je więc bezwstydnie, radośnie i spontanicznie, by ogrzać się w jego cieple i utrwalić to wszystko na zdjęciach. Wiele kadrów podporządkowałem słońcu, by złapać je, rozjaśnić scenę i przypieczętować ją jakąś flarą. Uwielbiam takie sesje, kiedy zamiast myśleć o fotograficznym „ąę” mogę sobie spontanicznie robić to, na co mam ochotę. A tego poranka miałem ochotę na słońce – na dużo słońca!
I teraz też go żądam. Wiosno, przybywaj!

Czytaj całość…

Nadia i Artur – sesja zakochanych

Nadia i Artur - sesja zakochanych w Dębicy

Nadia i Artur – sesja zakochanych

W minioną sobotę miałem przyjemność fotografowania sympatycznej parki zakochanych. Szczęściarze z nich: nie dość, że mają siebie, to jeszcze zgarnęli walentynkową nagrodę, której częścią była sesja zdjęciowa dla zakochanych. Słowo ciałem się stało i po wszystkim z ręką na sercu i z uśmiechem na gębie mogę powiedzieć jedno: bardzo fajnie współpracowało mi się z nimi. Początkowa trema trwała tylko chwilę, bo bardzo prędko oswoili się z obiektywem – i to do tego stopnia, że momentami to oni dyktowali rytm sesji. Super sprawa! :)

Czytaj całość…

Jak krople wody… w fontannie

Ostatnimi czasy bardzo zapracowany jestem, co niestety negatywnie odbija się na mojej aktywności na blogu. Na tym i na pozostałych. Same ważne sprawy, trudne zagadnienia, ciężkie główkowanie i oczy wlepione w monitor, a dupsko w fotel.

Tydzień temu, we czwartek, tuż przed północą odezwała się do mnie Kaśka: a może byśmy wreszcie zrobili tę sesyjkę? Kiedy? Jutro. Jutro rano… Ok! Ale bardzo rano. Gdzie? W Rynku. Bo akurat jakiś pomysł na to miejsce od jakiegoś czasu w głowie mi się poniewierał…

Przepracowany, po zarwanej nocy, ale uśmiechnięty i głodny zdjęć stawiłem się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonym czasie. Taaak, bardzo chciałem zdjęcia robić. A tu dwie siostrzyczki bliźniaczki: Aga i Kaśka, podobne do siebie jak dwie krople wody… a w fontannach takich kropli jeszcze więcej! Do tego mnóstwo cienia i tylko gdzieniegdzie nieśmiało przebijało się poranne słońce. No to do dzieła!

Jak krople wody w fontannie

Jak krople wody w fontannie

Zdjęć zrobiliśmy mnóstwo: w Rynku i w pobliskim parku również. W tym wpisie ograniczę się jedynie do zdjęć przy i w fontannach. Później zmęczenie coraz bardziej dawało mi się we znaki i z tego wszystkiego kilka baboli zrobiłem. Odratowałem w postprodukcji, ale już sama świadomość popełnionych błędów nie pozwala mi się cieszyć z tych zdjęć. A z tych poniżej zadowolony jestem. Są, jakie być miały: lekkie, luźne i trochę spontaniczne kadry – dokładnie takie, jaka cała ta nasza poranna sesyjka :)

Czytaj całość…

Jak wykorzystać zastane światło i cienie?

Wykorzystanie zastanego światła

Światła vs. cienie

Celem tego wpisu jest udowodnienie, jak ważne jest pozytywne myślenie, nie zrażanie się przeciwieństwami losu i śmiałe patrzenie wprzód w poszukiwaniu innej drogi, gdy zaplanowana trasa nie wypaliła. Tematu wykorzystywania zastanego światła, rzecz jasna, nie jestem w stanie wyczerpać, ale…

…mogę podać parę przykładów ugotowania niegłupiej potrawy z tego, co było pod ręką i bez książki kucharskiej. Bo nie lubię wtórności i zawsze własnymi ścieżkami staram się dojść do kulinarnej perfekcji. Może kiedyś mi się to uda. Póki co zwiedzam, eksploruję, starając się miejsca od zaplecza, a nie jeździć w jedno i to samo miejsce jak turysta, któremu wyjątkowo spodobało się miejsce, w które trafił z zakupionym przewodnikiem w ręku. Póki co perfekcją nawet mi nie pachnie, więc pokornie stoję tu, gdzie stoję, będąc tu, gdzie jestem. Jak na swoje ambicje potrafię niewiele, ale tym, co już umiem, staram się dzielić na tym blogu. Kogoś może zainspiruję, kogoś może podniosę na duchu, gdy upadnie zniechęcony kolejnym niepowodzeniem… Anyway.

Od dłuższego czasu w mojej głowie dojrzewał pomysł na sesję zdjęciową. Nie z żadną ładną modelką, ale z facetem i to z facetem wyglądającym jak mężczyzna, a nie jak jakiś pizduś :) Pomyślałem o Tomku – kuzynie, który spełniał moje oczekiwania: męska, ale nie piękna twarz (piękno zarezerwowane jest dla kobiet), dobrze zbudowany, ale nie jak z żurnala, do tego z charakterem… Przekonałem go do mojego pomysłu i postanowiliśmy działać.

Z różnych przyczyn pierwsza sesja odwlekała się w czasie i w końcu, żeby nie marnować już czasu, postanowiliśmy pierwsze zdjęcia zrobić w miniony weekend. Padło na sobotę, na godzinę 15 i jak na złość o 15 padło z nieba i padać nie przestawało. Niby zdjęcia tylko na przetarcie, na oswojenie się, na obadanie i dogranie szczegółów, na sprawdzenie się po obydwu stronach optyki aparatu, ale jednak i te skromne plany deszcz skutecznie popsuł.

Schowani pod mini-wiaduktem kolejowym (na oko z 8 metrów długości, 3 wysokości i 3,5-4 szerokości) czekaliśmy, aż przestanie padać. Wkurzało mnie to, bo tę miejscówkę chciałem w zupełnie inny sposób wykorzystać, a później przenieść się w inne miejsce, w którym powstanie większość właściwych zdjęć. Nic z tego tym razem.

Czytaj całość…