Zakupowe buractwo – część 2.

Od poprzedniego wpisu o Polaków zakupowym chamstwie (link) minęły trzy miesiące. Przez ten czas wielokrotnie robiłem zakupy w tzw. wielkopowierzchniowych sklepach, gdzie najłatwiej natrafić na ślady zwykłego, ludzkiego buractwa. Przyznam szczerze, że robienie zdjęć sklepowym regałom, na których „coś nie pasuje”, weszło mi w nawyk. Wzrok mam wyostrzony i nie waham się wyjąc telefonu, by uwieczniać kolejne przykłady na to, jakimi bucami potrafią być klyjenci hypermaketów.

Zakupowe buractwo – część 2.

Zakupowe buractwo – część 2.

W poprzednim wpisie obdarowałem Was tuzinem zdjęć. W tym dostaniecie dwukrotnie więcej, bo 24 przykłady na to, jak wygląda lenistwo połączone z chamstwem. Pal licho walory estetyczne. Przerąbane mają pracownicy sklepów, którym klienci ze słomą w butach serwują dodatkową pracę. Przed kolejnym wpisem z cyklu „zakupowe buractwo” spróbuję porozmawiać z personelem sklepów na temat najdzikszych zachowań klientów.

A teraz HIT, którego, niestety, nie dało się sfotografować. Kilka dni temu w Kauflandzie, w okolicach wód mineralnych niemiłosiernie śmierdziało gównem. Takim zjadliwym gównem, które przypominało mi niemowlęce dzieło z kategorii tych najstraszniejszych. Nie wiem, czy komuś dziecko w sklepie się zesrało i postanowił kanapki typu pampers pozbyć się gdzieś pod paletami, aby nie nieść tego do samochodu… Na piętrze z Kauflandem jest ubikacja i tam można takie sprawy ogarnąć. To nie. Chamstwo zobowiązuje.

Najnowsze wpisy ze zdjęciami publikuję na nowym fotoblogu dostępnym w menu mojej prywatnej strony: www.marcinszumanski.pl

Komentarze wyłączone.