Szczur

Nigdy specjalnie nie zastanawiałem się nad tym, czy i jakiemu zwierzęciu będę robił zdjęcia, ani jak taka sesja będzie wyglądać. Kotu? Psu? Nie interesowało mnie to, bo i po co? No, koty są wdzięcznym tematem – tak wdzięcznym, jak oklepanym. Gdyby mnie ktoś jednak poprosił o zdjęcia swojego kociego pupila, to zgodziłbym się. I to właściwie jedyny wniosek, do jakiego doszedłem dywagując o fotografii zwierząt.

Szczur w przyblokowym trawniku

Szczur w przyblokowym trawniku

Życie pisze swoje własne scenariusze i nierzadko o tym przypomina nam – panom własnego losu :) I taki kolejny scenariusz odegrałem dziś, bo reżyser wykorzystał moją spostrzegawczość i fakt, że zwykle oczy mam dookoła głowy, a sprzęt pod ręką, gotowy do akcji w ciągu kilku sekund.

I tak było i tym razem. Wyjrzałem przez okno i moja uwagę przykuło brązowe coś, co kokosiło się w przyblokowym trawniku. Jeż? Szczeniak? Jakiś domowy gryzoń? Kociak? Rozejrzałem się dookoła, ale nie zauważyłem nikogo, kto mógłby być właścicielem tego stworzenia. „To musi być coś dzikiego i bez względu na to, czym się to żyjątko okaże być, już jest ono dla mnie interesującym obiektem. Nie każdego dnia, przed samą klatką, w centrum osiedla, wyleguje się w słońcu taki mały dzikus”.

Chwyciłem aparat, założyłem 40-150 i z jasną pięćdziesiątką w drugiej ręce wybiegłem przed blok. Podszedłem do zwierzaka, które zwinięte w kłębek udawało, że go tu nie ma. W końcu jednak wystawiło mordkę: „wiewiórka” – pomyślałem. Zbliżyłem się z aparatem „pstryk” i jeszcze bliżej „pstryk” i wtedy się stwór wystraszył.

Uciekał w podskokach, a w trakcie tej ucieczki wyszło na jaw, że wiewiórą, to on nie jest. Zatrzymał się w trawie po drugiej stronie chodnika. Nie chciałem go spłoszyć, więc mierzyłem do niego z daleka, dystans zmniejszając powoli. W końcu byłem tak blisko, że zoom zastąpiłem stałką i… nadal zbliżałem się do gryzonia, bo ten mi na to pozwalał. Tak blisko, że aż przestał mi się w mieścić w kadr.

Sesja skończona. Wstałem, a wtedy ta franca dwoma susami znalazła się przy mnie i z zębami rzuciła mi się do nogi. Odruchowo wywinąłem nogą spory wykop i ta bestia, z dżinsową nogawką w zębach, zrobiła spory łuk w powietrzu, by w końcu poszybować w pobliskie bzy. Tyle go widziałem.

Łapcie kilka kadrów z mojego spotkania z osiedlowym szczurem. Fotografując go przypomniałem sobie też o tych z Was, którzy lubią zdjęcia z małą głębią ostrości. Ostatnie zdjęcie, to mały ukłonik w Waszą stronę :)

Najnowsze wpisy ze zdjęciami publikuję na nowym fotoblogu dostępnym w menu mojej prywatnej strony: www.marcinszumanski.pl

15 komentarzy

  1. MGR napisał(a):

    Wygląda na szczura wędrownego :)

  2. Mariusz napisał(a):

    No dałeś czadu z tymi fotkami. Super zdjęcia i sam zwierzak. I tak jego mordka :-) Zawadiacko wygląda :-) W sumie to chyba rzadko tak się szwendają po trawnikach. Pewnie face to face potraktował jako zagrożenie i Cię zaatakował. Zwierzaki często tak mają jak się im prosto gapi w ślepka :-)

  3. grex napisał(a):

    Nieczęsto bywa że jest się w sytuacji idealnej zdjęcia . Najczęściej aparat jest w domu a najciekawsze momenty uciekają. Fajny szczurek ;]
    A która to 50-tka tak rozmywa ? :D

  4. Damian napisał(a):

    Ty się ciesz, że nie rzuciłem ci się do twarzy jak leżałeś przed nim :-/ Rany po ugryzieniu prze szczura długo się goją więc mogła by się ta sesja mniej fajnie skończyć… Na szczęście miałeś szczęście i teraz masz ciekawe zdjęcia ;-)

  5. wojtek napisał(a):

    a masz gdzieś moje zdjęcia ważki i innych insektów które wtedy dostarczyły Ci tyle radości hehe :)

  6. szuman napisał(a):

    @MGR, rzeczywiście! :) znasz się na szczurach/gryzoniach?

    @Mariusz, ponoć na naszym osiedlu od groma szczurów się kręci. Zaniedbano deratyzację, czy nie wiem co, ale fakt faktem, że trutki już dawna nie widziałem. Dopiero 25 wystawili… A co do face to face, to naprawdę długo wytrzymał :) Pękł dopiero, jak wstałem.

    @Grex, staram się mieć zawsze aparat pod ręką. Nawet komórę kupiłem z nieco lepszym aparatem – tak na wszelki wypadek ;) 50-tka, to Pentacon 1.8.

    @Damian, gdyby zaatakował, gdy leżałem, to pewnie tarzałbym się z nim po tej trawie, a to wyglądałoby cokolwiek dziwnie ;) A poważniej, to masz rację. Szczur był tak spokojny, że nie zastanawiałem się nad tym, że może przejawiać agresję. Tym bardziej, że za pierwszym razem po prostu uciekł.

    @Wojtek, nie mam tych zdjęć i z tego, co mi wiadomo, to sam też je gdzieś zaprzepaściłeś. A szkoda ;)

  7. Krzysiek Gawlik napisał(a):

    Rozumiem, że ostatnie zdjęcie to nawiązanie do poprzedniego wpisu? ;)

    A szczur całkiem ładny. Myślałem że są one szare i bure a ten całkiem miło wygląda. Ciekawe, czy da się takie złapać i udomowić :>

  8. Mariusz napisał(a):

    @Szuman: Pewnie masz rację, ale przeważnie działają gdzieś w ukryciu jak piwnice, śmietniki. Z tymi trutkami to chyba racja – coraz rzadziej je widuję. Pewnie cięcie kosztów. A podwyżki czynszu (właśnie była kolejna) to już ciągły proces, a nie jak dawniej raz czy dwa razy do roku. Tylko, żeby się to jakoś przekładało na konkretne rzeczy to jakoś nie widzę. Przed klatką od conajmniej roku roku schodek jest do naprawy i kratka. Drzwi spowalniacza nie mają i jak ktoś wchodzi/wychodzi to przeważnie łubudu słychać :-) Jak im człowiek sam ręką nie pokaże, to nic nie zrobią.

  9. Asia napisał(a):

    Ale ma słodki pysio… Gratuluje świetnych zdjęć :)

  10. Edward napisał(a):

    Myślę, że sfotografowałeś szczura wędrownego. Bardzo oryginalne zdjęcia i ciekawy temat.

  11. Benek napisał(a):

    Z ciekawości… Jakim aparatem robisz zdjęcia?

  12. szuman napisał(a):

    @Benek, lustrzanką cyfrową Olympus.

  13. akteb napisał(a):

    szczurów nie znoszę i sam widok odrażający, ale ciekawi mnie jak Ci udało aż tyle fotek mu zrobić? nie uciekał? widocznie poczuł się gwiazdą :P

  14. Marek napisał(a):

    Prawdopodobnie ten osobnik był ciężko chory albo umierający ze starości – to nienaturalne zachowanie, kiedy dzikie zwierzę ucieka i przerywa ucieczkę oraz rzuca się na znacznie silniejszego przeciwnika, mimo że nie ma odciętej drogi ucieczki. W razie ugryzienia czy nawet bezpośredniego dotknięcia trzeba koniecznie takiego osobnika (najlepiej żywego) dostarczyć do weterynarza, co pozwoli ewentualnie wykluczyć wściekliznę.