Konflikt pokoleń dotyczy również fotografów

W słoneczne, niedzielne popołudnie zachciało mi się iść na spacer. Ot, taka spontaniczna zachcianka. Jednak nie lubię uprawiać sztuki dla sztuki tracąc jedynie czas, toteż aby uczynić moją przechadzkę owocną, postanowiłem wziąć ze sobą aparat.

Pomyślałem, że jest fajna pora, aby zakotwiczyć na dłużej w parku i podpatrywać ludzi na tle wczesnojesiennej scenerii. Plan ten jednak porzuciłem mijając boczną bramę Starego Cmentarza w Dębicy. Zaledwie tydzień temu byłem w Tarnowie fotografować wiekowe groby – dlaczego więc nie powtórzyć tej koncepcji tutaj, na miejscu?

Wszedłem przez bramę główną. Patrząc na wprost, na końcu głównej alei widać starą, neogotycką kaplicę grobową. Mnie jednak bardziej interesowało to, co znajdowało się obok mnie: mnóstwo starych grobów! Nie tak starych, jak w Tarnowie, ale „kilka perełek na pewno się znajdzie” – pomyślałem.

Oczy moje namierzyły grób, w którym pochowano kilka osób i wszystkie one żyły w XIX wieku. Sam cmentarz również powstał w tym okresie, dokładnie na początku dziewiętnastego stulecia.

Wyjąłem aparat i zacząłem przymierzać się do pierwszego zdjęcia. Nijak mi nie pasowało, bo po prostu przyszedłem o niewłaściwej porze. Gdyby słońce przesunąć o 180 stopni, byłoby okej, ale tu miałem dokładnie pod światło.. Co tu robić? Co robić? Doświetlić fleszem? Niegłupia myśl! Ustawiłem sobie w aparacie wszystko tak jak stałem, by za pomoc wbudowanej lampy skutecznie skontrować światło słoneczne. Ekspozycja: -1,3EV, flash +1,7EV, 1/125s i taki sam czas błysku…

Cel… pal… ognia! Stuk, pstryk, klap i… bingo! Kadr dupowaty, ale reszta cacy – dokładnie tak, jak chciałem :) Postanowiłem jednak darować sobie błyskanie, a skupić się na ciekawych ujęciach. O ile można skupić się, spacerując we dwoje (narzeczone moje miało niebawem dołączyć do mnie). Drugie zdjęcie starannie sobie wydreptałem, starają się trzymać bokiem do słońca; przed pstryknięciem jeszcze drobna korekta ustawień i… stuk-pstryk-klap. Ledwie odkleiłem twarz od aparatu, gdy zza grobu stojącego obok usłyszałem:

  • – Panie, ale pan nic nie ustawia!
  • – Kto? Jak nie ustawia?
  • – No nie ustawia pan nic!
  • – A co mam jeszcze ustawiać?
  • – No, wszystko!
  • – Ustawiłem!
  • – Nie widziałem, żeby pan ustawiał!
  • – Bo ustawiam z tej strony – (pokrętło mam pod kciukiem, a przycisk +/- obok spustu migawki).

Moje oczy w końcu odnalazły autora oskarżeń o nieustawianie. Przemówiłem więc:

  • – Domyślam się, o co panu chodzi, ale może być pan pewien, że ustawiam, czasem nawet więcej, niż trzeba
  • – Ale pan nic nie rozumie, bo nie o to mi chodzi. Jak pan ustawia? Co to za aparat pan ma?
  • – Lustrzankę cyfrową…
  • – Ano widzi pan! Więc pan nic nie ustawia. Smiena, Zenit…
  • – No, na TTL-ce uczyłem się lustrzanek…

Na te słowa nie miał riposty, za to ja już spieszyłem przywitać się z tym jegomościem. Przypomniała mi się historia, którą opisałem we wpisie „Spotkałem dziś idola swego” (swoją drogą polecam ten wpis, kto jeszcze nie czytał – KLIK).

Przywitaliśmy się uściskiem dłoni, przy okazji przedstawiając się sobie nawzajem. Tym razem zadbałem o to, aby poznać imię i nazwisko swojego rozmówcy. Nie czekając na dalsze zarzuty pana B. rzuciłem:

  • – W przeciwieństwie do większości staram się jednak z głową robić zdjęcia; samodzielnie ustawiać ekspozycję, minimalizować wpływ automatyki…
  • – Ale to nie to samo – przerwał mi

Odpuściłem sobie dalszą polemikę i tłumaczenie trudności fotografii cyfrowej, bo gość był po prostu nietrzeźwy. Nie tylko czuć było od niego alkohol (raczej ten tani), ale też wyglądał tak, jakby od dawna poziom promili alkoholu w jego krwi rzadko równał ku zeru… Może nie przypominał zawodowego żula, bo i daleko mu było do imidżu mistrzów tej profesji, niemniej jednak widać było, że lubi degustować tanie trunki. Kontynuował:

  • – Panie, ja przez dwadzieścia lat robiłem zdjęcia (tu wymienił 7-8 aparatów)
  • – A, widzi pan, to się super składa! Poznałem raz pod blaszakiem podobnego człowieka – super gość! Robiłem zdjęcia, zagadał do mnie i ciekawa rozmowa się zrobiła. Wiele rzeczy mi opowiedział, uświadomił, wiedzę miał i doświadczenie. Podobnie jest z panem… A wywoływał pan zdjęcia na dotyk?
  • – Dotyk?
  • – No, dotyk – papier, mleko…
  • – Aaa, na styk, nie dotyk!
  • – Możliwe, ale zapamiętałem dotyk…
  • – Tak, tak…

Tu się trochę mój rozmówca rozmarzył, jakby zatonął w nostalgii za tymi dwiema dekadami, które kiedyś poświęcił fotografii. Przypomniał mi tym samym innego, bardzo już zaawansowanego żula, który w czasach swojej młodości wyświetlał w kinie filmy. Powierzchowność i obycie żula, ale słowo daję: gdy się go zapyta o te lata jego pracy w kinie, a pytanie nie wyleci drugim uchem, to przepite oczy tego gościa nabierają specyficznego blasku. Czy tak kończą pasjonaci, ludzie związani z kulturą, sztuką?

  • – Bardzo jestem panu wdzięczny, że interesuje się pan tymi grobami – to szczere, wypowiedziane ciepłym tonem wyznanie pana B. kompletnie mnie zaskoczyło
  • – Wie pan, w zeszłą niedzielę byłem w Tarnowie, na Starym Cmentarzu…
  • Tam…?
  • …na Tuchowskiej. Pogoda trochę nie dopisała, ale daliśmy radę z kolegą. No, a dziś zajrzałem na nasz Stary Cmentarz, ale widzę, że o złej porze dnia przyszedłem, bo tam – wskazałem w kierunku głównej alei – miałem pod światło. Pewnie przyjdę tu jutro o świcie.
  • – Ale niech pan jeszcze zrobi zdjęcie grobowcowi hrabiego Reya. To najstarszy grób na tym cmentarzu. Wie pan, gdzie on jest?
  • – Nie… ale pewnie znajdę, bo zamierzam dokładnie przerobić ten cmentarz.
  • – No to ja pana zaprowadzę, mówię panu… Ale to nie jest jakaś bliska rodzina z „tym” Reyem… A Strumskiego pan zna? Jego dzieła? A ten, o tutaj, nagrobek osobiście odnawiałem… A na tym – zaraz panu pokażę – wiersz układałem wspólnie z kolegą X.

Pokazał mi nagrobek z wierszem na płycie;  ponad trzydzieści lat temu pochowano w nim kobietę. „Szkoda gościa” – pomyślałem. Nie, żeby to był jakiś cudowny poemat na tym nagrobku; po prostu żal mi się zrobiło tego człowieka, który kiedyś miał różne pasje, ciągoty twórcze, a dziś pozostały po tym jedynie wspomnienia. Szkoda…

Zapytał, jaki mam aparat, a gdy upewnił się, że nie jest on na kliszę, rzucił, że „sam nie wywołuję, to co mogę wiedzieć”. Nie było to złośliwe: brzmiało raczej jak podjęta bez większego przekonania próba zaakcentowania myśli przewodniej, którą sklecił obserwując mnie zmagającego się ze słońcem. Odbijając przez chwilę piłeczkę uprzejmości, pożegnaliśmy się.

No i co ja mogę wiedzieć? Nie wiem! Z jego perspektywy nic, lub niewiele – no bo jednak zagiąłem go kilka razy. Ale to on miał swoją ciemnię, on w niej działał, on przerabiał aparaty, jakich dziś już nie można kupić. Z perspektywy przedstawiciela młodego pokolenia, to jednak pan B. wie jeden wielki guzik. Co to za wiedza, że zdjęcia same się robią i nie w ciemni, ale w komputerze? Aparaty są inne, trudności są inne, inna jest technika…

Stereotypy… łatwo kogoś urazić szufladkując go wedle przynależności do czarnego lub białego. Lub też próbując na siłę wpasować w kwadratowy lub okrągły otwór. Zaboli to tego, kto nie pasuje do takiej formy. Białe lub czarne i nie ma półtonów; albo jesteś stary i naświetlałeś jelito kaszanki, albo jesteś nowoczesny i gówno wiesz o fotografii.

Mnie nie uraził, bo jestem człowiekiem, któremu daleko do bycia obrażalskim. No, może jakieś drobne ukłucie w serduchu poczułem, ale musiał to być żal z powodu tak pochopnej, krytycznej i moim mniemaniu niesprawiedliwej. Pewien jestem natomiast swojej wyrozumiałości dla takich ludzi, jak pan B. Za ich czasów fotografia była nie tylko diametralnie trudniejsza, ale również droższa i mniej dostępna. A dziś cztery zera przed przecinkiem wystarczą, aby każdy głupi mógł się pobawić w kogo tylko zapragnie; w malarza, realizatora dźwięku, filmowca, fotografa…

Ten kontrast między „kiedyś” a „dziś”; te różnice są prochem, który wybucha, gdy spada na niego iskra zazdrości. Jeśli ktoś ma dystans i potrafi w cuglach trzymać emocje, to zwykle pozostaje mu w ciszy smakować gorycz. Inni zaś nie obrastają w swoje ego, obwieszają się mało znaczącymi w dzisiejszym świecie medalami i jak indyki na czerwień reagują na każdego, kto ośmiela się łatwizną i nową technologią bezcześcić ich niegdysiejszą profesję.

Kiedyś rapowałem. Zacząłem pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Nie było komputera, nie było studia, więc nagrywaliśmy na dwóch magnetofonach: z jednego leciał podkład, a drugi rejestrował go razem z wokalem.  Była duma, był klimat, były niedociągnięcia, była szczerość i włożone w to wszystko serce. A dziś dzieciaki na komunię dostają studia nagrań, o jakich nie śmieliśmy wtedy marzyć. A „nasz” rap umiera.

Od czasu do czasu spotykam się z wypowiedziami fotografów z analogowej epoki i wszyscy oni utyskują na płytką, masową fotografię cyfrową; na jej trendy i kryteria oceny. Mają rację. A z rapem jest tak samo. Było trudniej, utwory były prostsze, ale miały duszę… Im łatwiej jest tworzyć, tym gorsze dzieła powstają.

A my? Jacy będziemy dla naszych następców?

Mam nadzieję, że uda nam się ze zmianami pogodzić i podążyć za nimi. Tylko w ten sposób: smakując jednego i drugiego, można zrozumieć jednych i drugich. Szkoda, że pan B. był nietrzeźwy. Zamierzałem poprosić go o zdjęcie, ale po pijaku, w dodatku rozmiękczony wspomnieniami, mógłby się poczuć urażony taką propozycją. Trudno, może jeszcze kiedyś go spotkam. Wiem gdzie bywa i wiem jak się nazywa.

Zawsze też mogę zostawić mu wiadomość przy grobie jego rodziców, który sprzątał podczas naszego poznania. Tak, jak się to dawniej robiło.

A teraz kilka zdjęć ze Starego Cmentarza w Dębicy. Nie są to ani najciekawsze miejsca cmentarza, ani najbardziej wyszukane ujęcia, ani zdjęcia najbardziej dopracowane pod innymi względami. Ot, garść spacerowych zdjęć, które umieszczam z myślą o tym, że może kogoś skuszą one do odwiedzenia dębickiego Starego Cmentarza. Nie jest tak stary i tak klimatyczny, jak ten tarnowski, ale dobry obserwator z pewnością kilka perełek dla siebie wyłowi.

Najnowsze wpisy ze zdjęciami publikuję na nowym fotoblogu dostępnym w menu mojej prywatnej strony: www.marcinszumanski.pl

6 komentarzy

  1. Piotrek napisał(a):

    fajny tekst, bardzo lubię takie czytać :) Bardzo ciekawa refleksja pod koniec wpisu i myślę, że te powody konfliktu pokoleń można przełożyć także na inne dziedziny życia. Takich ludzi, jak pan B. albo pan P. jest mnóstwo tylko trudno ich rozpoznać. Ty masz szczęscie bo oni tobie sami się ujawniają.

  2. Artur Komorowski napisał(a):

    No tak… czyli – wyszedłeś do parku, a trafiłeś tam gdzie zawsze…

  3. Marcin Szumański napisał(a):

    @Piotrek, czy mam szczęście? szczęściem jest takie spotkanie, bo głodny jestem wiedzy i filozofii, z jaką można spotkać się rozmawiając z takimi ludźmi. Ale samych spotkań nie rozpatrywałbym w kategoriach szczęścia; to oni sami zaczynają widząc „cyfrowego” fotografa. Myślę, że wystarczy wyjść trochę w teren, w miejsca uczęszczane przez zwykłych ludzi, a nie przez turystów, by spotkać takich panów P. czy B. :)

    @Artur, kiedyś opanuję to do perfekcji i trafię tam… leżąc :D A tak poważniej, to właśnie czekam na mgłę; jeśli będzie taka, jak wczoraj, to ruszam na stary cmentarz, a później pewnie na street, bo akurat dziś dzień targowy :)

  4. Mirek napisał(a):

    Możliwe, że w tej mgle się spotkamy… Nie gniewaj się, że czepiam się drobnostek ale hr. Dominik Rey został zamordowany w 1846 r, o tyle jest to istotne, że nastąpiło to w czasie rabacji i to w pierwszych dniach. Łaziłem już po tym cmentarzu, ciężko tam się fotografuje. Trudno o dobre tło i kadr, przeszkadzają nowe nagrobki. Tym bardziej jest to wyzwanie.

  5. Marcin Szumański napisał(a):

    @Mirek, dzięki za uwagę, poprawiłem. Rzeczywiście, w porównaniu do tarnowskiego, nasz Stary Cmentarz jest mało klimatyczny i mało fotogeniczny. Jednak przy odrobinie uporu można fajne kadry wyłuskać. No i pozostają jeszcze detale :)

  6. Artur Komorowski napisał(a):

    Przypomniałem sobie ile mi krwi napsuł, podczas mojej ok. rocznej przygody z Olkiem „efekt tęczy” (jak go sobie na własne potrzeby nazwałem) podczas focenia pod pewnym kątem pod światło (vide pierwsza fota).