Jesień idzie, jak w mordę strzelił!

Jesień w obiektyw puka

Jesień w obiektywy puka :)

I w tym właśnie tkwi magia i moc natury, ale i na tym polega słabość artystycznej duszy. Niesamowite, jak łatwo dać się zahipnotyzować urodzie przyrody. Chwila, moment nieuwagi i nawet taki ktoś, jak ja dał się wprowadzić w trans. Ja, czyli ktoś, kogo nie kręcą listki, robaczki, ptaszki, drzewka i zachody słońca wziął i z aparatem w łapsku opuścił swój dom. W kapciach.

I jak tu nie czuć się artystą, skoro ulega się przyrodzie, gdy ona zawoła?! Jesień dopiero puka do naszych drzwi, ale ja już na samo wspomnienie o jej pięknie padłem na kolana, wyjąłem z torby aparat i resztkami rozsądku zmusiłem się do wymiany zaprzęgniętego do body ZD 14-42mm na Heliosa 44M-4.

Po co mi Helios? Odpowiedź na to wymyśliłem będąc już przed blokiem.

Suchych liści póki co jest jak na lekarstwo; na grube dywany tychże trzeba jeszcze poczekać. Niemniej jednak jarzębinka już jest, a na drzewkach listki żółcić się zaczęły. Już niedługo… już nie-dłu-go. No ale… co „już niedługo”?

Nie wiem na pewno, ale wydaje mi się, że ta nostalgiczna część mojego „ja” pragnie robienia jesiennych zdjęć Heliosem. Tak jak ponad 20 lat temu mój Tato moim Zenitem. Oto dlaczego wziąłem Heliosa. Jeszcze Zenit by się przydał, ale tej jesieni chyba go sobie odpuszczę. Za rok przyjdzie kolejna… By to szlag! Cały czas myślę o fotografowaniu jesieni…

Fantastyczny to obiektyw… Ma, skubaniec, duszę przez te swoje ułomności: mocniej domknięta przysłona drży podczas ostrzenia, ostrzenie do najłatwiejszych nie należy (pierścień ledwie 270 stopni robi), w dodatku wizjer ciasny, ciemny i w ogóle… Ale niech mnie drzwi ścisną, jeśli tego nie lubię!

I tak jak za czasów TTL-ki: czułość na sztywno i regulując przysłonę oraz czas migawki próbowałem dogadać się ze światłomierzem. Niestety zdarzyło mi się oszukać – przyznaję się – czym nieco popsułem zabawę: przy jednym zdjęciu podbiłem czułość, bo za długi czas mi się zrobił z domknięta maksymalnie przysłoną (f/16). A propos…

Zwróćcie uwagę na zdjęcie nr 5 – ono właśnie z najmniejszą dziurą powstało i widać na nim (lewy dolny róg i wzdłuż dolnej krawędzi) dwie przecinające się smugi. Oto jest przysłona, a raczej jej odbicie, które jakimś cudem zrobiło się. Cóż, ten Helios już tak pod ostre światło ma :)

Zrobiłem czternaście zdjęć, ale cztery w koszu wylądowały, niestety. Przy tak małej głębi ostrości wystarczy lekko gibnąć się w którąś stronę, by zepsuć zdjęcie. A trudno jest znieruchomieć w niewygodnej pozie, kiedy stoi się na jakiś patykach albo kamieniach, mając na nogach kapcie…

Swoją drogą ciekaw jestem, jak tegoroczna jesień nam się uda. Czy będę mógł łazić ze śmieciami w kapciach aż do pierwszego śniegu, czy też będzie odwrotnie i w ruch pójdą kalosze, które zdejmował będę już przed drzwiami do mieszkania, żeby nie nanosić? Się okaże.

Zdjęcia, jak już wspomniałem, zrobiłem tandemem Olympus E-520 + Helios 44M-4 (58mm, f/2-16). W większości na pełnej dziurze; te z domkniętą podpisałem, podając wartość przysłony. Piszę tyle o tym, bo zakochany jestem w tym obiektywie, a zakochani już tak mają, że lubią swe uczucia manifestować światu :)

Najnowsze wpisy ze zdjęciami publikuję na nowym fotoblogu dostępnym w menu mojej prywatnej strony: www.marcinszumanski.pl

6 komentarzy

  1. Mirek Bystrek pisze:

    Ach ta jesień ma wielu konkurentów, też się kocham w tej porze roku i powoli zaczynam się rozglądać dookoła. Co do zdjęć podoba mi się 8 ze względu na miękkie światło i ładne rozmycie. Unikałbym tak kontrastowego oświetlenia w zdjęciach przyrody jak na 2 i 9, niektóre liście są zupełnie wyprane. Nie podejrzewałem Cię, że weźmiesz się za liście…

  2. sam siebie nie podejrzewałem o to, że kiedyś pójdę na liście :) Magia jesieni tak na mnie podziałała; najpierw zrobiłem nową sondę na a-r-a.pl, a niedługo później odbyłem opisaną powyżej wyprawę w kapciach na osiedlowe drzewka :) Nie znam się na tym zupełnie, te zdjęcia miały po prostu ilustrować wpis i być żywym dowodem na to, do jakiego stopnia uległem czarowi tej pory roku.

    No, niestety przepaliłem te zdjęcia, choć starałem się tego nie robić. Helios im szerzej otwarty, tym bardziej oszukuje światłomierz – na pełnej dziurze zdjęcia wychodzą za ciemne nawet o ponad 1 EV, z kolei bardzo łatwo jest prześwietlić, jeśli mocne światło nie dotyka soczewki.

    Wyszło jak wyszło, to mój pierwszy raz :)

  3. BoDeK pisze:

    foto 8 i 9 cud miód i orzeszki. Smakowicie zapowiada się jesień w Twoim wykonaniu szuman :).

  4. Pod względem upodobań fotograficznych, to jesień stawiam na pierwszym miejscu z zimą (mroźną i pogodną) na czele, potem wiosna, a na końcu to francowate upalne i kleszczowe lato. Jesień to bogactwo ciepłych kolorów i chyba nie ma innej pory roku tak kolorystycznie urozmaiconej – trzeba tylko trafić. W ubiegłym roku czekałem 1 miesiąc na pewne dwa dni jesiennej pogody – chciałem polatać nad powiatem dębickim – nie doczekałem się, może w tym roku się uda. A co do „ruskich” obiektywów, to ja uznaję TYLKO jednego z uwagi na jego magię i możliwości oraz przepiękne bliki jakie wprowadza do kadru – jest to obiektyw, którego nigdy się nie pozbędę – Wołna 9 2.8/50 MC, który do makro jak żaden inny rusek się nadaje (jest jeszcze Industar, ale do pięt mu nie dorasta).
    A wracając do tematu jesieni, takie oto zdjęcie dedykuję autorowi tego bloga:
    http://blog.tyrpin.pl/wp-content/uploads/2010/08/TYR_8609.jpg

  5. @BoDeK, przesadzasz ;)

    @Dariusz, dzięki za dedykację ;) Jakim obiektywem? Co do Wołny, to przeszło rok temu ktoś mi proponował to szkło za bodajże 400 zł, co jak się okazuje, było bardzo okazyjną ceną. Dziś bym się poważniej zastanowił nad zakupem, wtedy jeszcze nie miałem ochoty na m42 z cyfrowym korpusem.

  6. Nikon D300 + Sigma 50-500 – fantastyczny tandem do przyrody :)