Po urlopie w Gdańsku. Chyba chciałbym tam wrócić.

Gdańsk

Gdańsk

Mam problem z wymyśleniem ciekawego wstępu do tego wpisu, dlatego też zaczynam od wzmianki o tym :) To chyba przez to, że tak wiele chcę powiedzieć, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że to za dużo jak na jeden wpis. Trzeba więc zacisnąć zęby, powstrzymać chęci i wybrać tylko garść myśli, które paluchy wystukają na klawiaturze. Nie lubię tak, ale czasem trzeba.

Przed paroma dniami wróciłem z tygodniowego pobytu w Gdańsku. Był to pierwszy mój pobyt w stolicy Trójmiasta, dlatego – nie znając tego miasta – niczego wcześniej nie planowałem. Mowa o planach dotyczących fotografii i fotografowania, bo że na tym, a nie na smażeniu cielska na plaży się skupię, było pewne od samego początku.

Gdańsk

Gdańsk

Na podbój Gdańska wyruszyłem dopiero w trzeci dzień po przyjeździe; niemal od razu postanowiłem dać sobie spokój z robieniem zdjęć miejsc, zabytków, obiektów i innych turystycznych kadrów. Wszyscy to robią, mnie to nie kręci, za to do bólu jara mnie to, co po drugiej stronie obiektywów tych wszystkich turystów. Tematem mojej urlopowej fotografii byli turyści i to, co ma z nimi związek.

Obserwując ludzi, ich wpływ na odwiedzane miejsca i wpływ tych miejsc na turystów wysnuwałem rozmaite wnioski, co jakiś czas ich potok przecinając dźwiękiem migawki. Strasznym kiczem trąci ta cała turystyka: ludzie tępo konsumując papkę podawaną przez tych, którzy starają się wycisnąć z nich jak najwięcej pieniążków. Ludzie nie zastanawiają się nad tym, co jest im pokazywane – ważne żeby było dużo i nie wymagało samodzielności w myśleniu. Szkoda, że tak musi być.

Gdańsk

Gdańsk

Masę zdjęć przywiozłem z Gdańska: zdjęć ludzi, jakiś z pozoru mało istotnych pierdół, które jednak i dziś, i za czas jakiś, więcej wspomnień przywołają, niż fotki pomników, muzealnych gablot czy jeszcze jakichś innych turystycznych atrakcji. Te moje „pamiątkowe” zdjęcia często robiłem pod wpływem impulsu, a takowy, z czymś konkretnym związany, odciska swoje piętno w pamięci. Przeglądam sobie raz kolejny te wszystkie moje zdjęcia i właściwie przy każdym z nich jestem w stanie przypomnieć sobie nawet to, o czym w danym momencie myślałem.

Turyści niby wszędzie są tacy sami, albo przynajmniej bardzo do siebie podobni. Podobnie wyglądają i podobnie się zachowują, ale w tandemie z miejscami to oni byli i są żywi i to oni ten turystyczny młynek napędzają. Obce twarze, ale bez nich nie byłoby tak samo. Na nie polowałem, wyczekiwałem pewnych zachowań, przeczuwałem gesty, starając się wniknąć w to, co pośród zabytków było żywe i autentyczne – czyli nie malowane i ustawione pod turystów. Stąd tyle w pamięci i między pikselami.

Gdańsk

Gdańsk

Zabytki, budynki i eksponaty mogę pooglądać w domu, siedząc przy komputerze. Przecież wszyscy to fotografują i wielu wrzuca to w sieć. Szkoda mi migawki na kadry, które i tak nie są moją specjalnością. Za to kocham street i kocham ludzi.

Nie wiem, czy jakaś duża galeria z łażenia po Gdańsku powstanie – zdecyduję o tym, gdy rozstrzygnę inną kwestię. Mam bowiem dylemat pt. „czy te moje zdjęcia mi się podobają” i muszę go przeskoczyć. Na gorąco z każdego zdjęcia byłem zadowolony, bo udawało mi się złapać chwilę i robiłem to tak, jak – przynajmniej wydawało mi się na miejscu – najlepiej się dało. Jednak teraz, oglądając te zdjęcia po wielu dniach od ich powstania, rozkminiam te kadry, gdybam i wynajduję w nich różne mankamenty – głównie kompozycyjne.

Przed monitorem każdy mądry, ale na serio poważnie zastanawiam się nad tym, czy nie dało się tych ludzi i sytuacji uchwycić lepiej. Usprawiedliwiam się przypominając sobie ten pośpiech „bo ktoś w kadr wejdzie”, „bo nie zdążę z ostrością”, „bo będzie za późno”… Ale czy to aby nie jest tak, że w pewnych sytuacjach po prostu zabrakło mi odrobiny zimnej krwi, dzięki której mógłbym na chłodno – gdy dookoła się pali – przygotować sobie kadr i go zrobić najlepiej, jak się da?

Gdańsk

Gdańsk

Nie chodzi o ewentualne usprawiedliwianie się, ale o zdiagnozowanie przyczyny: dlaczego zdjęcia, z których byłem zadowolony, teraz mi się nie podobają?

Może za kilka lat po prostu będę lepszy i będę potrafił z niczego robić kadr, który dzisiaj nawet mi się nie śni? Niby trening czyni mistrza; niby na początku proste kroki sprawiają problem, a po latach biega się coraz szybciej i niby nowa gra na początku wydaje się być cholernie trudna, a po wielu godzinach spędzonych nad nią przechodzi się ją, jakby była ona własnym dziełem. Niby wielu przyzna mi rację, ale chciałbym na tę chwilę nauczyć się przynajmniej chłodnej oceny i nie podpalania się samych faktem wypatrzenia i uchwycenia czegoś po swojemu.

Najnowsze wpisy ze zdjęciami publikuję na nowym fotoblogu dostępnym w menu mojej prywatnej strony: www.marcinszumanski.pl

11 komentarzy

  1. SpeX napisał(a):

    A masz jakieś rowerowe kadry?
    I ci tam tylko lało?

  2. Marcin Szumański napisał(a):

    Rowerów nie mam, ale za to sporo z lotniska przywiozłem :) Pogoda średnio się nam udała? Jeden dzień był cholernie upalny/słoneczny, dwa dni lało, a tak to pochmurnie i temperatura w sam raz do łażenia :)

  3. Marcin W napisał(a):

    A w Sopocie nie byłeś? Wstyd, panie Szuman! ;)

  4. Adam Duma napisał(a):

    Fajne fotosy. Mi się podobają. Gdańsk i Sopot (Gdynia mniej) to moje ulubione miejsca na ziemi. Marzę o tym, by się tam wynieść na stałe. A te fotki pozwoliły mi tam wrócić myślami, przypomnieć sobie fajne chwile.

  5. Piotrek napisał(a):

    Ja lubię zwiedzać zamki, pałace i skanseny bo mają klimat i realizm. Co do zdjęć to takie subiektywne ujęcia na jakie się zdecydowałeś mają wartość tylko dla ciebie ;) Postronnym osobom mogą wydać się nieciekawe, ale np. dwie pierwsze fotki bardzo klimatyczne są i bardzo mi się podobają. Dwie kolejne to widać, że na szybko pstryknięte, piąte bardzo przyjemne, a ostatnie najbardziej przykuwa wzrok. Jaka ogniskowa?

  6. Marcin Szumański napisał(a):

    @Marcin W, nie, nie byłem. Może innym razem – przy okazji, lub gdy czasu więcej będzie :)

    @Adam Duma, mnie również Gdańsk bardzo przypadł do gustu; nie tylko jako bardzo fotogeniczne miasto, ale w ogóle. Dla mnie to drugi koniec Polski, ale dobrze, że mam tam u kogo zakotwiczyć ;)

    @Piotrek, na tym właśnie polega subiektywizm :) Ogniskowa 14mm, przysłona f/4

  7. Halszczak napisał(a):

    Chcesz ciekawych miejsc? Wybierz się na tak zwane „ziemie odzyskane”, a dokładnie do kotliny kłodzkiej, ale nie do lądków, polaniców i innych zdrojów, ale do wioseczek, zagubionych w kotlinowych lasach. Rewelacyjna architektura, rewelacyjni (w sensie fotograficznym) ludzie, cisza, spokój i niedziałające telefony. Polecam zamek w Kamieńcu Ząbkowickim, spalony przez sowietów, rozkradziony za „komuny” i odbudowany przez (nieżyjącego już niestety) Pana Sobiecha. Jako plan krajobrazowy polecam Srebrną Górę, a dokładnie stare fortyfikacje i widok z ich szczytu. Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć.

  8. Marcin Szumański napisał(a):

    @Halszczak, zaintrygowałeś mnie :) Na jesień planujemy jeszcze raz gdzieś wybyć i właśnie zachciało nam się jakiejś dziury dechami zabitej, aby trochę zwolnić i odpocząć od codzienności. Zastanowię się, bo to, co napisałeś, brzmi wielce zachęcająco ;)

  9. Marcin Borkowski napisał(a):

    Załączone zdjęcia są bardzo fajne i jeżeli masz ich więcej, to nie zastanawiaj się, tylko wrzuć bardziej obszerną relację foto z gdańskiego streeta. :)

  10. forest napisał(a):

    @Piotrek właśnie to subiektywizm jest najciekawsze dla oglądającego

    „Nie chodzi o ewentualne usprawiedliwianie się, ale o zdiagnozowanie przyczyny: dlaczego zdjęcia, z których byłem zadowolony, teraz mi się nie podobają?

    heh, ja swoich niektórych zdjęć z „początków działalności” wręcz się boje
    :) Tak już chyba jest. Znak to nieomylny że się rozwijamy.

    Seria bardzo fajna (szczególnie pierwsza fotografia) i nie szukał bym dziury w całym. Toż to street i nie kompozycja najważniejsza. Dla mnie miód

  11. Marcin Szumański napisał(a):

    @Marcin Borkowski, może w weekend jeszcze coś wrzucę, ale nie wiem; strasznie zabiegany ostatnio jestem i czasem nawet wiadomości czytam na raty ;)

    @Forest, a mnie moje starocie dołują i jeśli mam je przejrzeć od pierwszego do ostatniego, to (mimowolnie) robię to pobieżnie – w końcu znam te kadry, więc nie muszę się im przyglądać ;)